Wiosenna Polska


Niedawno wróciliśmy z Polski, póki emocje jeszcze świeże - czas najwyższy na napisanie tutaj kilku słów! Nie będzie to jakieś wielkie opowiadanie o tym co robiliśmy, ale raczej nasze odczucia i spostrzeżenia. Bądź co bądź żyjemy we Francji już niemal dziesięć lat, to wystarczająco długo, żeby zmienić spojrzenie na świat i otaczającą rzeczywistość. 


Przez żołądek do serca! 

W Polsce wszystko inaczej smakuje. Przez tydzień pobytu w moich rodzinnych stronach praktycznie cały czas coś jadłam! Tyłek rośnie, ale żałować sobie nie miałam zamiaru - jedzenie jest zdecydowanie lepsze od tego we Francji. Może to też kwestia wspomnień z dzieciństwa, kiedy to jeździło się do cioci i babci na wakacje, i wcinało się wtedy najlepsze smakołyki. 
Zajadaliśmy się dobrym pieczywem i słodyczami, piliśmy dobre jasne piwo (a pijamy tylko ciemne) i pochłonęliśmy chyba basen kefiru! Ach, kefirek, moja wielka miłość! 

Jest wiele rzeczy, które smakują lepiej w Polsce niż tutaj, chociażby ziemniaki. Mieszkając tutaj porzuciliśmy ziemniaki na rzecz makaronów, ryżu i kaszy. Ziemniaki nie mają smaku, są autentycznie beznadziejne i... i po prostu nie da się tego jeść. Za to u mojej rodzinki... Ziemniaczki z kefirkiem były na porządku dziennym! 

Wiele razy padło pytanie: "A co wy jecie w tej Francji?". Wiele smacznych rzeczy, są jednak one tak inne od tych, do których jesteś przyzwyczajony. Chcieliśmy zrobić magret de canard w miodzie - zeszliśmy całe miasto wzdłuż i wszerz, i nigdzie nie mogliśmy znaleźć cholernej piersi z kaczki. Koniec końców udało nam się znaleźć coś paczkowanego co wyglądało w miarę dobrze i przygotowaliśmy magret w miodzie. Czerwone mięso nie spotyka jednak tak wielu fanów w Polsce jak tutaj, we Francji. 

To samo sucha kiełbaska. "Czym jest ten biały nalot?". No i jak odpowiedzieć na to pytanie, żeby jednocześnie nie obrzydzić Ci jedzenia? Jeśli byłeś już we Francji czy Hiszpanii i przechodziłeś przez plac targowy albo nawet supermarket wiesz dobrze, że ta kiełbaska ma bardzo specyficzny zapach. I dla mnie też na samym początku śmierdziała niemiłosiernie. Ale wystarczy jej spróbować, żeby się całkowicie przekonać. I wtedy nawet zapach robi się przyjemyn. No ale spróbować. 


Z duszą na ramieniu

Francuzi nie potrafią jeździć, to fakt. Wpychają się na chama, zatrzymują na obwodnicy miasta tylko po to, żeby dokładnie się przyglądnąć wypadkowi na przeciwnym pasie, czerwone światło to tylko sugestia. Piesi również mają w dupie sygnalizację świetlną, przechodzą w miejscach niedozwolonych. Nie wyobrażam sobie tego w Polsce, gdzie wszyscy - niezależnie jak bardzo się spieszą - czekają na zielone światło na pasach. Dzieci nauczone przechodzenia przez jezdnię jedynie na przejściach dla pieszych, to jest piękne... Ale szybko zaczęło mnie to wkurwiać. Przywykłam do przełażenia przez ulicę w randomowych miejscach. I nie zmienię już tego. 

Ale jest jedna rzecz, której zdecydowanie mi nie brakowało. Francuzi jeszcze w miarę przestrzegają przepisów. Jeżdżą jak skończone debile, ale 60km/h to 60km/h. Idąc z jednej wiochy do drugiej szliśmy naprawdę z duszą na ramieniu. Ludzie jeździli zdecydowanie zbyt szybko. I mówiąc szybko mam na myśli 140km/h na podziurawionej polnej drodze, gdzie poboczem idą rodzice z dziećmi. 

Będąc w Polsce ciągle słyszałam w lokalnych wiadomościach o wypadkach w moich okolicach, nie było dnia bez ofiary śmiertelnej w jakieś małej wsi. Młodzi ludzie, którzy koniecznie się gdzieś spieszyli, chcieli przyszpanować bądź po prostu nie byli w stanie prowadzić samochodu. Pod tym względem wolę wyluzowaną Francję, gdzie ludzie ogólnie mają na wszystko czas. 


 Przyjemność powrotu

Nadal jednak uwielbiam jeździć do Polski. Pojawiam się tam naprawdę rzadko i za każdym razem bardzo się cieszę na myśl o powrocie. Miło jest wrócić na stare śmieci gdzie się wychowałam, miło jest pojechać w inne regiony Polski i poznać nowe miejsca, nowych ludzi. Przyjemność oczekiwania jest niesamowita!

Zabrzmi to dziwnie, ale cieszę się, że pojawiam się w ojczyźnie tak rzadko. Kiedy tam jestem pochłaniam wszystkie zapachy, smaki i miejsca całą sobą. Nacieszam się tą śmieszną Polską na długi czas, a kiedy tęsknota dopada - w obecnych czasach wystraczy kilka kliknięć i już ma się bilet na lot. Zdecydowanie nie mogłabym wracać tam tak często jak robią to niektórzy z mojego otoczenia. Przywykłam już do francuskiego życia, dlatego tu mieszkam i dlatego chcę tu zostać.

Cieszę się również na powrót na moje francuskie śmieci. Do mojego mieszkanka, które przesiąknęło już zapachem mocnej kawy i moich perfum, gdzie półki wypełnione są winylami, a łóżko jest tak bardzo cholernie wygodne, że nie oddam go za nic w świecie. Tu jest mój dom, do którego lubię wracać mając jednocześnie świadomość, że w Polsce również mam dom, a nawet kilka! 





Opowiedz o swoich powrotach - jak często wracasz 

do ojczyzny i co wtedy robisz! 



Widzimy się niedługo w nowym wpisie,
Karolina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!