Przewodnik po francuskich szkołach


Przenosisz się z rodziną do Francji? A może masz tutaj rodzinę i kiedy temat schodzi na szkolne drogi czujesz się zagubiony? Dzisiaj spróbuję Ci nieco objaśnić kilka rzeczy, rzucić światło na używane tutaj skróty i nazwy, a także pokazać codzienność we francuskich szkołach. 


Dedykuję ten tekst mojej mamie, która te osiem lat temu na pewno podziękowałaby za tak wyczerpujące i w miare kompletne informacje na ten temat. Ja i moje rodzeństwo udaliśmy się do francuskich szkół bez takiego przygotowania, odkrywając każdego dnia coraz to dziwniejsze nowości, na które nie byliśmy gotowi. Wiem, że mams był równie zagubiony co my i wyczuwało się jej bezradność. Postaram się więc wyjaśnić sprawę innym mamom, które są pewnie tak samo zagubione jak my te kilka lat temu.

Podstawówka to podstawa! 

Nie podejmę tutaj dyskusji o école maternelle, która to jest skierowana dla dzieci od drugiego do piątego roku życia, gdyż nie mam osobistych doświadczeń z tą instytucją. Pogadajmy raczej o école élémentaire, gdzie posiadam już nieco więcej informacji - głównie dzięki mojemu rodzeństwu, które wylądowało właśnie na tym poziomie kiedy osiedliśmy się we Francji. Szkoła podstawowa/elementarna więc dzieli się na trzy cykle:

 cours préparatoire, w skrócie CP;
 cours élémentaire, który trwa dwa lata, w skrócie CE1 i CE2;
 cours moyen, który również trwa dwa lata, w skrócie CM1 i CM2

CP to taka 'zerówka'. Dzieciaki zaczynające we wrześniu pierwszy rok swojej dziesięcioletniej obowiązkowej przygody z edukacją mają więc pięć-sześć lat i dziesięć miesięcy przed sobą, żeby nauczyć się poprawnie czytać i pisać. Oprócz zajęć z języka francuskiego, maluchy mają również kilka godzin matematyki, zajęć plastycznych oraz sportu. Uczą się również życia i współpracy w nieco większych klasach. 
Ćwiczenia z pisania i czytania są w tej klasie codziennością i trwają przynajmniej dwie i pół godziny. 

Cykl elementarny CE trwa dwa lata, w ciągu których dzieciaki przyswajają gramatykę i ortografię, zaczynają zajęcia z historii i geografii oraz odkrywają edukację obywatelską gdzie poznają pojęcia demokracji we Francji i życia w społeczeństwie. CM również trwa dwa lata i jest swoistą kontunuacją poprzedniego cyklu, jednak gdzie rozmowy i mini-debaty są wznoszone na nieco wyższy poziom, żeby przygotować dzieci do ostatniej części cyklu CM, które ma już miejsce w pierwszej klasie gimnazjum. Bardzo podobają mi się nazwy wielu zajęć, które przygotowują do bycia pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, który zna swoje prawa i obowiązki.

Ostatnią rzeczą, którą trzeba podkreślić - godziny zajęć. Od CP aż do CM2 środy to dni wolne od zajęć szkolnych! Jest jeszcze jedna rzecz, z którą w Polsce nigdy się nie spotkałam, zaś tutaj jest to normą - panie bądź panownie w odblaskowych kamizelkach, którzy stoją na przejściach dla pieszych i zatrzymują samochody, aby dzieciaki mogły bezpiecznie przejść na drugą stronę. Zazwyczaj są to rodzice, wymieniają się dyżurami i pilnują dzieci wychodzące ze szkoły. Zawsze kiedy przechodzę koło jakieś podstawówki robi mi się jakoś ciepło na sercu, kiedy już po przejściu dzieciaki się odwracają i rzucają ciepły uśmiech albo proste merci.



Gimnazjum, czyli rebelion


Jeśli myślisz, że nazwy klas w podstawówce są dziwne, co powiesz na gimnazjum, w którym zaczyna się wsteczne odliczanie do matury? Tak, tak! Pierwszą klasą gimnazjum (która tak naprawdę jest końcem cyklu podstawówki) to sixième, czyli dosłownie szósta klasa. Kolejne to cinquième, quatrième oraz troisième. W dalszym tekście będę pisać po polsku używając francuskich zwrotów - piąta klasa - cinquieme i tak dalej.

Pomówmy o językach na sam początek. O ile się nie mylę język angielski na dobre pojawia się w szóstej klasie i jest to tak zwane LV1 - langue vivante 1, czyli język używany współcześnie na świecie. Jedynka to po prostu numer, który przyznaje się jeśli szkoła proponuje więcej niż jeden język. Najczęściej jednak gimnazja proponują dwa języki, angielski jako LV1 i hiszpański bądź niemiecki jakie LV2. LV1 jest obowiązkowy od szóstej klasy, LV2 od czwartej, jednak nie jestem teraz tego pewna - słyszałam coś o reformie w szkolnictwie i zmianie tego stanu rzeczy.
Dodatkowo wiele szkół proponuje naukę języków martwych - łaciny czy starożytnej greki. Jednak oprócz nauczenia się nieco o kulturze, zasadach pisowni i wykuciu na pamięć kilku cytatów nauka tych języków nie zda się na zbyt wiele. Wiem to z własnego doświadczenia, z zajęć starożytnej greki pamiętam jedynie alfabet i historię największych greckich filozofów.

Historia i geografia to połączone przedmioty, podobnie jak fizyka i chemia. Na historii uczy się o historii Francji i Europy, omawia się szczegółowo pierwszą i drugą WW, porusza się także zimną wojnę i upadek komunizmu w Europie. Na geografii mówi się bardziej o sytuacji politycznej danych krajów, podziale na państwa mniej lub bardziej rozwinięte.
Zajęcia z chemii i fizyki uwielbiałam! To tam pierwszy raz poznaje się smak pracy w grupie nad mini projektem, widzi się chemię w praktyce i po prostu świetnie się bawi.
Oczywiście nie zapomnijmy o królowej nauk - matematyce; oraz francuskim, gdzie poznasz wszelakie tajniki śmiesznej gramatyki i ortografii. Następnie mamy zajęcia plastyczne, muzykę oraz technikę, chociaż te ostatnie zajęcia... Będę szczera - nie mam ani kawałka wspomnienia co tam robiłam, więc wnioskuję, że nie było zbyt interesująco!

Na deser zostawiłam dwa przedmioty i ich śmieszne skróty. Mamy więc jeszcze zajęcia z SVT, Science de la Vie et de la Terre, jest to mieszanka biologii i geologii. Uczy się wtedy jak działają poszczególne organy, jak bada się ziemię i szacuje jej wiek, zaczyna się wspominać o teorii ewolucji i edukacji seksualnej. Bez tabu i zasłaniania się religią.
Ostatnim skrótem jest EPS, Education physique et sportive czyli po prostu WF. Z moich wspomnień wyciągnę zajęcia z gimnastyki artystycznej, koszykówkę, siatkówkę, biegi czy badminton oraz zajęcia na basenie. Fajne oderwanie się od klasycznych zajęć, jednak kiedy dzień zaczynało się właśnie EPSem, na zewnątrz padało, a miało się zajęcia z biegów na xx metrów... No cóż, późniejsza atmosfera w szkolnych ławkach była dosyć... ciężka, if you know what I mean.


Obowiązek szkolny


Gimnazjum kończy się w wieku szesnastu lat, wtedy też po egzaminie gimnazjalnym - DNB, diplôme national du brevet nie ma już obowiązku szkolnego i nie trzeba kontynuować nauki jeśli nie ma się ochoty. Co zresztą uwielbiają podkreślać licealni nauczyciele, że skoro tu jesteśmy to znaczy, że sami zadecydowaliśmy kontynuować. Mają rację, ale strzelanie takich tekstów na prawo i lewo wcale nas nie zmowtywuje do skupienia się i pracy nad ich przedmiotami.

O trzech popularnych kierunkach liceów napisałam już tekst, który podaję Ci pod tym linkiem. O technikum też kiedyś pogadamy, gwarantuję Ci to! Pisałam już również o studiach we Francji, a raczej o jednej z kilku alternatyw dla klasycznych studiów - podsumowanie pierwszego roku znajedziesz tutaj, zaś drugiego pod tym linkiem.



Masz jakieś uwagi, spostrzeżenia? Może o czymś zapomniałam w tym tekście? Śmiało daj znać w komentarzach!



A ja zaś znikam na miasto, uniwersytet dzisiaj zamknięty...
Do następnego!

Karolina

2 komentarze:

  1. A co powiesz i różnicach w długości zajęć ( tutaj słyszałam ze nie ma jak u nas 45 min lekcji). Dodatkowo widzę różnice w np noszeniu tony książek i zeszytu do każdego przedmiotu osobno ( niewiem czy wszędzie tak ale miałam okazje zaobserwować u jednego zdaje się licealisty ze miał jeden zeszyt do kilku przedmiotów. U nas to by nie przeszło ( przynajmniej za moich czasów , niewiem może stara jestem ) . Miał np segregator czy zeszyt A4 i wszystko w jednym. To samo jego siostra do maternele o ile pamietam jeden zeszycik w którym pani się tez komunikowała z rodzicami ale to wnioskuje ze było na zasadzie naszego dzienniczka ucznia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurdę, Sylwia, po Twoim komentarzu widzę jaki ten mój tekst niekompletny... 😂

      Prawda, zajęcia w gimnazjum i liceum trwają 55 minut, pomiędzy każdymi ma się 10 minut przerwy. Pora obiadowa to 1,5 godziny przerwy. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić, ale faktycznie taka ilość czasu jest akurat wystarczająca żeby dobrze przerobić dany materiał.
      Co do podręczników - zarówno w gimnazjum jak i w liceum można je wypożyczyć ze szkoły, większość jest też zaopatrzona w szafki dla uczniów, gdzie można je przechować. Zeszyty w formacie A5 są zdecydowanie za małe - często dostaje się schematy do wklejenia czy tworzy się całkiem spore tabele, więc zeszyty A4 są najlepsze. Jeśli chodzi o segregatory - to bardzo tajne rozwiązanie do połączonych przedmiotów jak historia-geografia-wychowanie obywatelskie. Dzieli się takowy na trzy części i tylko uzupełnia kartki, na których notuje się lekcje. Dzieciaki nie mają jakoś strasznie przeładowanych plecaków, w podstawówkach mają nawet plecaki na kółeczkach!

      A dzienniczek to faktycznie taki nasz odpowiednik dzienniczka ucznia, tam się usprawiedliwia nieobecności czy spóźnienia.

      Zaraz zrobię mały PS. w tekście, żeby zaglądnąć do Twojego komentarza, gdyż faktycznie sporo rzeczy pominęłam przez nieuwagę ;)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosiłabym abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę bądź obrażające mnie/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiam! :)