Gdy człowiek jest na zakupach, budzą się demony


Od dłuższego czasu aż mnie ręka swędzi, żeby naskrobać coś na ten temat. Tym bardziej, że jest on uniwersalny - niezależnie od kraju w jakim mieszkasz, wszędzie są markety, supermarkety, a więc i ludzie, którzy robią zakupy. I im dłużej po tej ziemi chodzę tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu iż trzeba by było wprowadzić jakieś testy na inteligencję dla ludzi zanim przekroczą progi sklepu... 



Zanim się rozkręcę - dwa słowa wstępu. Wszystko o czym tu napiszę są moimi prywatnymi spostrzeżeniami i doświadczeniami; pracuję w całkiem sporym supermarkecie i dziwnych ludzi już trochę spotkałam. Dzisiejszym tekstem chcę zwrócić uwagę na bezczelność i chamstwo klientów względem pracowników i tyle. Wiem, że przypadki kiedy to pracownicy są ordynarni również są codziennością, jednakże...! W moim przypadku, na studenckim kontrakcie, w weekendy kiedy w sklepie pracują jedynie studenci mało kto odważy się 'odpyskować' niezadowolonemu klientowi w obawie przed utratą pracy. A czasami naprawdę chciałoby się dać ponieść.


Z uśmiechem i 'dzień dobry'


Pracując w weekendy (i nie tylko, ale w tygodniu pracuję jedynie przez wakacje i ferie, więc nie będę generalizować) zauważyłam, że traktuje się nas, pracowników, jak popychadła. Może i się spieszysz, ale nie musisz się przepychać, jęczeć i stękać, że 'w tym cholernym sklepie nic nie ma!'. Nie musisz wcale popychać naszych wózków czy stolików, rzucać koszykami przy kasie ani produktami, za które jeszcze nie zapłaciłeś. Myślisz, że komuś z nas faktycznie chciało się wstać w niedzielę, przed piątą rano, żeby iść do pracy i znosić Twoje humorki tylko dlatego, że masz kaca albo żona wykopała Cię po jakąś orientalną przyprawę, żeby zrobić wyrafinowany obiadek? Lubię swoją pracę, ale bez przegięć. 

Kiedy nie możesz znaleźć tych cholernych himalajskich przypraw do kulinarnego eksperymentu partnera zwracasz się do nas z pytaniem gdzie to kurestwo może się znajdować. I byłoby nam cholernie miło gdyby przed pytaniem pojawiło się krótkie aczkolwiek miłe 'dzień dobry' bądź 'przepraszam, że przeszkadzam'. Bo serio już po dziurki w nosie mam słuchania rządań, rozkazującego tonu i braku jakiegokolwiek taktu. 

Zaś jeśli robisz zakupy za granicą i głośno rozmawiasz ze swoim partnerem w zakupowej niedoli - uważaj na język. Bo może się okazać, że 'ta kurwa co stoi koło kasy, tak, ta w zdartych butach wieśniary' słyszy i doskonale rozumie co mówisz. Aż wstyd mnie ogarnia.



W sklepie jak w domu


Czy wiesz że w hipermarketach, jeśli nagle w kasie odechce Ci się lodów czy skrzydełek z kurczaka to generalnie lądują one w koszu, na stratach? Bo w hipermarkecie kasjer nie ma czasu odejść od swojego stoiska, a pracownicy wykładający towar na półki również mają swoje zajęcia. Przemyśl więc dwa razy zanim weźmiesz coś z chłodni.

W mniejszych sklepach jest nieco lepiej, mniejszy ruch, mniej ludzi - generalnie można sobie pozwolić na oderwanie kogoś z danego działu i poprosić, żeby odniósł rzeczy na półki póki jeszcze świeże.

W sklepie - czy to dużym, czy to małym - powinno się zachowywać jak u siebie. W dobrym tego słowa znaczeniu. Nie wmówisz mi, że jesteś zbyt leniwy żeby przejść z jadalni do kuchni aby wstawić masło czy mleko do lodówki. Dlaczego więc ukrywasz produkty mleczne za konserwami? Zamrażarka to nie lodówka, dobrze o tym wiesz. Dlaczego jednak regularnie wrzucasz szynkę do chłodni z mrożonymi warzywami? Te produkty zostaną niestety wyrzucone. I tak marnujemy już ogromne pokłady jedzenia, może by tak z tym skończyć?


Darmowa wyżerka


Już nie zliczę ile razy przy obchodzie sklepu po zamknięciu znajdowałam - i nadal znajduję! - puste paczki po ciastkach, nadgryzione croissanty, wypite soki i puszki energetyków. Serio, nie możesz wydać tych dwóch-trzech euro, bo tyle maksymalnie wynosi cena produktów jakie znajduję.
Oczywiście znajdują się i lepsi gracze, myślę że mistrzami są ludzie, którzy wynieśli/wypili(?) 0,7 jakieś podrzędnej wódki i cztery puszki energetyków. Naprawdę chapeau bas. O, albo ten tutaj, który wykazał się dobrym gustem wgryzając się w jedną z najdroższych kiełbas...

Nie, oczy Cię nie mylą. W lipcu zeszłego roku znaleźliśmy dwa takie egzemplarze. Uzębienie człowiek miał niesamowite, trzeba mu to przyznać! 

Można być głodnym i uczciwym, płacąc za to co się skonsumowało.

Sięgając po słoik z Nutellą pchnąłeś inny z miodem, który roztrzaskał się w drobny mak, a wokół Ciebie powstaje kałuża klejącego się płynu. Co robisz?
Nie, odpowiedź a) spieprzam jak najdalej i jak najszybciej nie jest poprawna. Bez obaw, nikt nie zmusi Cię do zapłacenia za zniszczony materiał czy produkt. Ale serio wystarczy zwrócić uwagę, powiedzieć pracownikowi. Żeby inni nie włazili w burdel jaki zrobiłeś.


To wcale nie są jakieś wielkie problemy. Ale kiedy codzienie się gromadzą potrafią doprowadzić do szału. Bądź więc dobrym człowiekiem i następnym razem, kiedy udasz się na zakupy wspomnij moje słowa. Też jesteśmy ludźmi, też możemy popełniać błędy czy mieć zły dzień. Bądźmy dla siebie mili i serdeczni!


Jakie Ty masz spostrzeżenia dotyczące pracy w hipermarketach, masz może własne doświadczenia w tej materii? Powiedz czy jesteś klientem idealnym, czy wręcz przeciwnie!


Pozdrawiam gorąco z póki co słonecznego Bordeaux i do zobaczenia w nowym tekście,
Karolina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!