Kultura picia


FRANCUSKIE ŻYCIE

Francuzi, młodzi Francuzi i alkohol... Długa to historia! Od tylu już lat imprezuję z nimi i za każdym razem zastanawiam się jak oni to robią. I przez moją głowę przewija się kilka myśli, które potwierdzają się niemal z każdą domówką z moimi francuskimi znajomymi.



Mordercze mieszanki i pusty żołądek


Dzwonek telefonu wyrywa mnie z przygotowań. "Co przynosisz do picia?" - klasyczna treść SMSa znajomego, który organizuje imprezę. Dzielimy się zazwyczaj zakupami, każdyprzynosi to co będzie pił, czasem sprawia się jakiś prezent - butelkę lepszego wina czy wódki.
Zazwyczaj informuję, że z mojej strony będzie to jakieś piwo i polska, dobra wódka. I w tym samym czasie planuję co zrobić do jedzenia dla tej zgrai, która na pewno nie pomyślała o zapełnieniu żołądka czymś innym niż alkoholem. To pierwszy problem imprezowych Francuzów - mało kto myśli o posiłku przed konsumpcją większych ilości napojów procentowych. Myślą o tym kiedy nie mogą już zmieścić kolejnego piwa i jedyną możliwą opcją jest zamówienie gumowej pizzy z Dominos.

Często na moje pytanie o to co jemy dostaję odpowiedź - "A co proponujesz?". Dla tego wśród moich znajomych wraz z moim chłopakiem jesteśmy znani pod blazem 'kucharze'. Tak, dbam o tych moich wariatów. Robimy domową pizzę, bo te zamówione są zimne kiedy już do nas docierają i... i można przecież nam powiedzieć, że ma się uczulenie na to i na to, ten nie lubi tego, tamten nie lubi tego. Wszyscy są zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Prawie wszyscy. Ale o tym później.

Francuzi mieszają. Piwo z winem, wódkę z rumem, pastis z whiskey. Do tego mały joincik, gdzieś w kącie krąży MD. Gry alkoholowe zaczynające się w momencie kiedy tylko przekraczasz progi domu hosta. I choć imprezy zaczynają się o dwudziestej drugiej, mało kto wytrzymuje więcej niż trzy-cztery godziny takiego picia. Nie ma się co dziwić, kto normalny stawi czoła takim mieszankom?

Muzyka, która... niszczy balangi


Piwo kupione, składniki na pizzę również - można ruszyć na imprezę. Już od progu wita Cię hitowa, radiowa muzyka, która szybko wpada w głowę i sprawia, że nóżka skacze. Ktoś nieśmiało robi taneczne kroki trzymając swoją szklaneczkę w ręce. Im więcej alkoholu we krwi tym szybciej piosenki się zmieniają. Nie dojdziesz nawet do refrenu - już leci inny kawałek. Youtubowy DJ zmieniający piosenki widzi w propozycjach jeszcze lepszy hit niż ten co leci i natychmiast klika. I tak w kółko. I jak tu potańczyć?

Francuzi, a raczej powinnam powiedzieć - Francuzki wiedzą dobrze jak spierdolić każdą imprezę. I dzieje się to praktycznie za każdym razem! 
Znasz ten moment, kiedy w końcu muzyka leci sobie randomowo, wszyscy zajęci są rozmową i ogólnie jest to spokojniejszy moment domówki. To właśnie w tym momencie wyskakują jakieś dwie i pada ta idiotyczna propozycja: "A może pośpiewamy piosenki Disneya?!". 

Wtedy na myśl przychodzi mi tylko jedno: weź spieprzaj! To tak samo jakbym ja chciała odpalić jedną z moich ulubionych piosenek Pink Floyd, która trwa ponad dwadzieścia minut. Tylko ja bym się cieszyła, reszta szybko by się znudziła albo całkowicie odpuściła dalszą zabawę. Ale nie, w ruch idą telefony, muzyka zmienia się ze spokojnych nut na kraba Sebastiana. Tylko po co?


Nie ma wielu rzeczy, które działają mi na nerwy na imprezach. Nawet nawaleni w trzy dupy ludzie, którzy nie znają swojego limitu i za wszelką cenę chcą Ci udowodnić, że wcisną w siebie kolejną dawkę alkoholu. Są jednak drobnostki, które irytują. Większość imprez, na jakie byliśmy zaproszeni z moim chłopakiem spędziliśmy... w kuchni, robiąc żarcie dla tych, którzy w ogóle o tym nie pomyśleli. Na to jednak też narzekać nie będę z jednego prostego powodu - wtedy puszczamy sobie taką muzykę jaką chcemy. I słowo Ci daję, że często kończy się na przeniesieniu się ludzi z innego pomieszczenia do kuchni. Bo jedzonko, bo nikt nie zmienia piosenek co trzydzieści sekund. Bo można potańczyć i pogadać. 


Opowiedz o swoich imprezowych doświadczeniach w komentarzach! Miałeś już przyjemność bawić się z ludźmi z zupełnie innych środowisk, kultur? Daj znać!




Do zobaczenia niebawem, buźka! 
Karolina

4 komentarze:

  1. Rok temu byłam na polsko francuskim weselu. Pod Krakowem, ale bardziej francuskie niż polskie. Zaczeło się od garden party w 36 stopniach, prawie zero cienia... Do jedzenia: koreczki oraz pro secco :D Oczywiście po 2 godz picia w pełnym słońcu wszyscy byli nawaleni. Dopiero wtedy zaczęliśmy jeść ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle mnie to nie dziwi! A w Polsce przed wódeczką jedzenie, a i do wódeczki zakąska!
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  2. Nie miałam przyjemności uczestniczyc w takiej imprezie, ale koleżanka była na przyjęciu weselnym z Francuzami. Opisała ich dokładnie tak jak Ty. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam chociaż nadzieję, że uniknęła piosenek Disneya... :)
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosiłabym abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę bądź obrażające mnie/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiam! :)