Student pracujący żadnej pracy się nie boi!


Wielkimi krokami zbliża się grudzień, a to oznacza jedno - sesja! Ale dzisiaj na szczęście nie o niej, choć zapewne jeszcze kiedyś poruszę tutaj ten temat. W tym tekście jednak zaatakujemy studenckie finanse, a konkretnie co zrobić, żeby nie być 'typowym biednym studentem'. Zaciekawiony? Śmiało kontynuuj lekturę!


O studenckiej kieszeni pisałam kilka słów w zeszłym roku, tam też znajdziesz wyjaśnienia kto może starać się o stypendium socjalne oraz jak moi znajomi planują swoje wydatki. Dzisiaj będzie o pracy, o dobrej organizacji czasu i motywacji jaką trzeba w sobie znaleźć! 


Dlaczego warto dorabiać na studiach?

Powiesz mi, że zawracam niepotrzebnie tyłek takimi tekstami, że każdy dobrze wie iż pracuje się na studiach, by móc je opłacić albo żeby odciążyć rodzicieli, którzy wyłożyli kasę na Twoją edukację. Ale jeśli Ci powiem teraz, że jeśli przysługuje Ci stypendium socjalne często za studia dokładasz grosze bądź w ogóle nie płacisz? Tak właśnie tutaj to działa, dopłacasz te kilka-kilkanaście euro, którego nie pokryło Twoje stypendium. Moi znajomi płacili po pięć-sześć euro, ja zaś nie dołożyłam z własnej kieszeni nic. 

Więc może student pracuje, żeby opłacić mieszkanie? Też niekoniecznie! Jest wielu rodziców, którzy są w stanie wydać miesięcznie to dwieście euro, żeby tylko dziecko miało więcej czasu na naukę. Pokoje w akademikach to serio groszowa sprawa, a nawet jeśli masz mieszkanie wynajęte u osoby prywatnej - masz szansę na APL (patrz pierwszy wpis o studenckiej kieszeni). 
A może jest w sytuacji tak wygodnej jak moja - nie dołożyłam ani grosza do studiów, nadal grzeję ciepłą posadkę w mieszkaniu rodziców, linia tramwajowa łącząca mnie bezpośrednio z uniwerstyetem jest pod moimi drzwiami. Czego chcieć więcej?

Samodzielności. 
Pracuję na studenckim kontrakcie, czyli dwanaście godzin tygodniowo. Dzielę los tysięcy studentów, którzy pracują siedem dni w tygodniu - pięć na uniwersytecie, weekend zaś zarabiając na przysłowiowe waciki. Szczerze powiedziawszy mogłabym to pieprzyć - moi rodzice nigdy nie narzekali na brak pieniędzy i nie odmawiali nam niczego, co miesiąc dostaję stypendium, które w stu procentach pokrywa moje potrzeby, mój towarzysz życia również nie narzeka. Ale od kiedy skończyłam osiemnaście lat brzydzi mnie idea życia na czyiś rachunek, bycia 'utrzymanką', rozumiesz co mam na myśli? Łącząc studia z pracą każdego dnia udowadniam sobie, że jestem w stanie pogodzić szkolne obowiązki ze spotkaniami z przyjaciółmi, wyjściem na kawę i pracą, która bądź co bądź zabiera sporo energii. Poza tym - kiedy będziesz składać CV do pracy Twoich marzeń, Twój przyszły pracodawca przekona się na własne oczy, że byłeś niezależny finansowo przez okres studiów i udało Ci się połączyć rzeczy pożyteczne dla umysłu i Twojej kieszeni. W końcu szuka ludzi zdeterminowanych do pracy, co nie? 


Organizacja to podstawa!

Początki były ciężkie. Wstawanie w niedzielę o czwartej trzydzieści nie należało do najprzyjemniejszych. Ba - nadal nie należy! Ale zdążyłam się przyzwyczaić i wprowadzić się w specyficzny rytm. 

Sobotnie wieczory po pracy rezerwuję na spotkania ze znajomymi, ale też nie siedzę zbyt długo -  zazwyczaj przed dwudziestą drugą jestem już w łóżeczku i ustawiam budzik na morderczą niedzielną godzinę. Ostatni dzień tygodnia to czas na relaks, na wyciszenie się przed zajęciami. Jeśli jestem na siłach powtarzam jeszcze dwie-trzy rzeczy, ale najczęściej padam na twarz. Nauczyłam się jednej ważnej rzeczy - nie odkładać niczego 'na jutro'. Bo wiem, że jutro nie będę mieć na to cholerstwo czasu! Staram się być na bieżąco ze wszystkim, nie zostawiać pracy na kolejny dzień, choć czasami ciężko zwalczyć pokusę, żeby walnąć tym wszystkim i wyjechać w Bieszczady. 

Ale dzięki temu zawsze mam na wszystko czas - dla znajomych, rodziny, bloga i przyjemności. Przyzwyczajona jeszcze do rytmu BTS, co niedzielę nakreślam sobie planning na cały tydzień. Wiem, że niestety nie będę w stanie zrobić wszystkiego co przewidziałam, ale uczy mnie to szukania priorytetów i robienia tego co najbardziej potrzebne. 

Une publication partagée par Karo • from 🇵🇱to 🇫🇷• 📍Bordeaux (@krln.s) le

Umiejętnie oszczędzać czas i pieniądze

Staram się załatwiać kilka rzeczy na raz, za jednym zamachem. Co z tego, że będę musiała poświęcić całe wolne wtorkowe przedpołudnie. Rano nie ma kolejek, a polenić mogę się w niedzielę popołudniu. Maksymalna optymalizacja czasu jest w cenie. Zakupy czy shopping praktycznie dla mnie nie istnieją - ze względu na napięty grafik to po pierwsze, po drugie póki co mam to szczęście, że wystarczy dołożyć się do zakupów, żeby nie musieć ich robić, a po trzecie shopping kłóci się ostatnio coraz częściej z moim światopoglądem. Póki nie znajdę dobrej firmy produkującej ciuchy lokalnie (we Francji) raczej będę odmawiać sobie tej wątpliwej przyjemności jaką jest wydawanie kasy na tony ubrań. 

Wyznaczam sobie limit miesięcznych wydatków i wierz mi lub nie, ale jeszcze nigdy go nie przekroczyłam. Oszczędzam, choć póki co nie wiem w jakim celu. Może się wydawać, że jestem sknerą - nic z tych rzeczy! Jak wspominałam w licznych tekstach i nawet tutaj, kilka linijek wyżej, mój światopogląd i chęć zmienienia czegoś w swoim życiu sprawia, że sięgam po rzeczy... może nie z górnej półki, ale po rzeczy, przy których produkcji nikt nie został przymusowo wykorzystywany do pracy. Takowe produkty są dużo droższe od tych znajdujących się w sieciówkach czy zwykłych sklepach, ale to pieniądze wpisane w mój miesięczny budżet, mogę więc sobie pozwolić na taki gest. 



A Ty, jak Ty ogarniasz swój studencki budżet? Daj znać! 

Do niebawem na blogu, 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!