Moje jesienne zwyczaje

JESIENNI ULUBIEŃCY - FRANCUSKIE ŻYCIE

Jesień kojarzy się ludziom albo z ciepłymi kolorami, miłymi swetrami i opadającymi liśćmi, albo z deszczem, pluchą i depresją. Zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej kategorii, zawsze szukając czegoś pozytywnego nawet w najgorszych momentach staram się wyciągnąć maksymalną ilość pozytywnej energii i przygotować się na deszczową zimę. 



W dzisiejszym tekście postaram Ci się przedstawić moich umilaczy jesieni, co lubię robić, czytać, oglądać oraz jak w tym wymagającym czasie dbam o to, żeby zawsze czuć się doskonale! Poopowiadam Ci o miejscach do odwiedzenia, o napojach idealnych na chłodniejsze już wieczory i jak nie wpaść w jesienną chandrę. 


Une publication partagée par • Karo • 🇵🇱 ➡ 🇫🇷 • 📍Bordeaux (@krln.s) le

Spacer dla zdrowia


Mieszkam w Bordeaux już od ponad ośmiu lat, a wciąż odkrywam je na nowo! Cudownie jest mieć świadomość, że jest się w swoim miejscu na ziemi, kochać je i wciąż podziwiać. Moje miasto jesienią jest niesamowite, ciepłe popołudniowe promienie słońca okalają cudowne budynki z piaskowca, malując na nich cienie i opowiadając zupełnie inne historie niż w piękny, letni dzień. Jest jednak kilka miejsc, które odwiedzam regularnie w okresie między końcem września a początkiem listopada i które za każdym razem wprawiają mnie w zachwyt.  

Takim miejscem jest na przykład moje ukochane Place de la Bourse, o którym już nie raz tutaj pisałam, i zawsze w superlatywach. Ostatnie promienie zachodzącego za budynkami słońca padają na fontannę na samym środku placu tworząc za każdym razem istne dzieło sztuki. Jest to rzecz absolutnie do zobaczenia tutaj, jeśli masz okazję być w Bordeaux właśnie teraz - biegiem na Place de la Bourse! 

Une publication partagée par • Karo • 🇵🇱 ➡ 🇫🇷 • 📍Bordeaux (@krln.s) le



Jesienią na placu Quinconces pojawia się wesołe miasteczko i choć nie jestem wielką fanką takich miejsc, jest jedna atrakcja, która nigdy mi się nie znudzi. Na diabelski młyn mogę chodzić codziennie z jednego powodu - widok na miasto! 

Możesz podziwiać Bordeaux z lotu ptaka, zauważyć detale, których z ziemi nigdy nie dostrzeżesz, zobaczyć wstęgę Garonny przecinającą miasto na pół... Podziwiać złote liście okolicznych parków, zdać sobie sprawę, że choć daleko mu do największego miasta we Francji to jednak nie zalicza się do najmniejszych! Przemiło jest móc oderwać się od ziemi i zobaczyć Bordeaux w całej swojej wspaniałości. 





Jesień to także czas wszelakich wystaw, ostatnich pchlich targów w rytmie muzyki granej przez dzielnicowych grajków.  To święto wina i książek na Chartrons, to Les Ferias na placu Victoire, to bieg dla cycków (coucou Madou, pozwoliłam sobie zapożyczyć to stwierdzenie). Spacery po jesiennym Bordeaux powinny znaleźć się na Twojej liście rzeczy do zrobienia! Zagubić się w uliczkach między Porte de Bourgogne, kinem Utopia i Place de la Bourse, i podziwiać te niezauważalne wręcz detale codzienności w tym mieście. To zdecydowanie poprawia humor! A przemierzone kilometry będą pretekstem do wstąpienia do HMS Victory na znakomitą gorącą czekoladę z Bailey's. 


Muzyczne smaczki i nie tylko


Może jestem jedyna, ale są pewne gatunki i rodzaje muzyki, których lepiej mi się słucha w danej porze roku. Jesień na zawsze będzie mi się kojarzyć z jazzem, bluesem i muzyką klasyczną, wtedy to najchętniej odkurzam moje winyle z klasykami i w towarzystwie gorącego napoju spędzam miło popołudnie i wieczór.


Przez ciężką płytę gramofonu przewijają się wtedy moje największe skarby. Ukochana Nina Simone, Ella Fitzgerald, Funkadelic... Nie zapominając oczywiście o Armstrongu czy mojej królowej Bjork. Ciepłe i spokojne piosenki Poets of the Fall czy twórczość Davida Gilmoura również są pożądane. Wprawiają mnie w przemiły stan, uśmiech nie schodzi mi z ust, a złe myśli (jeśli takowe się pojawiają) znikają w mgnieniu oka! 

Uwierz mi jednak, że nie ma lepszego lekarstwa od muzyki klasycznej. Możesz interpretować ją jak chcesz, zamknij oczy i maluj obrazy w wyobraźni w rytm kolejnych utworów. To zdecydowanie najprzyjemniejsza terapia na jesienną chandrę.  

Nie można zapomnieć również o dobrym towarzystwie dla dobrej muzyki! Gorąca czekolada, aromatyczna kawa lub najzwyklejsza w świecie herbata - w zależności od nastroju można przygotować sobie mieszankę, która zdecydowanie podnosi na duchu. W kwestii herbat i ziół jakie pijam jestem dosyć odmienna od wielu dziewcząt, które piją takowe żeby wzmocnić paznokcie czy polepszyć koloryt skóry (gadam bzdury!). Piję zioła, ponieważ uwielbiam ich smak, a ich dobroczynny wpływ spada na naprawdę drugorzędne miejsce! 

Żeby przygotować się na całą jesień, już latem chodzę na targ na Capucins, gdzie możesz znaleźć najróżniejsze zioła z ogrodów sprzedających je ludzi. Następnie je suszę i chowam do puszek po herbacie, którą już zdołałam wypić. Tym samym w każdym momencie mogę sięgnąć po aromatyczny rumianek, miętę czy melisę i wiele innych. Pokrzywa, kwiat głogu czy zielona herbata - do wyboru, do koloru! A kiedy już kubek z parującym napitkiem jest w ręce, muzyka spokojnie gra, a za oknem mruga do Ciebie ostatni promyk słońca najlepszym zakończeniem dnia jest zawinięcie się w kocyk niczym burrito!



Kobiecy kącik przyjemności


Jesień jest wymagającą porą roku, trzeba umieć się dostosować. Raz plucha, raz upał - jakby pogoda nie mogła się zdecydować czy jeszcze chce nam zaserwować lato, czy już wyjechać z zimą.  To czas na wyciągnięcie grubszych skarpet, sweterków i szalików, ale i czas wzmocnienia się od wewnątrz, gdyż choroby tylko na to czekają. 

Niestety, nie udało mi się uciec przed dawno niewidzianą anginą, która powaliła mnie z nóg na kilka dni, ale od tamtej pory zwracam bardzo uwagę na pogodę, żeby odpowiednio się ubrać; pijam dodatkowe witaminy i staram się nie dać chorobom. Nie mogę sobie na to pozwolić na chwilę przed sesją, prawda? Witamina C i kwas foliowy są moimi niezbędnikami w tym okresie. 
Niestety, jesień to w moim wypadku również osłabione paznokcie i wypadające włosy. Nadmiernie wypadająe włosy, bo kiedy przeczesując je palcami wyciągasz garść kłaków możesz być pewnym, że to nie jest normalne. Dlatego zawsze z przyjemnością wracam do wcierania sobie w skórę głowy czarnego oleju rycynowego. Robię to przed każdym myciem włosów (czyli dwa-trzy razy w tygodniu), trzeba jednak umiejętnie do tego podejść, gdyż jest bardzo gęsty. Kiedy już wmasuję go sobie w skórę głowy, zakłądam seksowny, różowy czepek i tak siedzę sobie godzinę-dwie, po czym po prostu myję głowę. Czy warto? Zdecydowanie! 


O olejach oraz o tym jak ich używam pisałam już w innym wpisie, do którego Cię odsyłam. Chciałam jeszcze tylko wspomnieć o genialności Palmer's i ich nieziemskich, jesiennych zapachach. Używam ich produktów od kilku-kilkunastu miesięcy, ale to właśnie jesienią jest mi z nimi najlepiej. Te kremy pachną jak gorąca czekolada z pianką i orzechową posypką. Jest to tak smaczne, że najchętniej bym je jadła! Znakomicie też nawilżają, krem na dzień ma dodatkowo filtr słoneczny, więc nie ma co się obawiać słońca! 

Nie jestem wielką fanką makijażu, ale to właśnie jesienią maluję się najwięcej. Latem wszystko się rozmazuje, wiosną wolę nie przeciążać skóry po cholernej zimie, a zimą... A kto by mnie tam poznał pod czapką i szalikiem zakrywającym pół twarzy? Metodą eliminacji jesień to mój czas na make-up. Jednak do tego również podchodzę delikatnie i długo szukałam produktów, jakie mnie zadowolą. 
Od wielu miesięcy dokumentuję się na temat ruchu wegan, ale i również kosmetyków cruelty free czy ubrań produkowanych lokalnie, nie wyzyskujących ludzi z krajów trzeciego świata. Znalazłam więc kilka ciekawych rzeczy, z czego te dwie są moimi ulubionymi. Paleta z ciepłymi jesiennymi kolorami Pur Cosmetics zdecydowanie mnie zadowala i myślę, że będę kontynuować przygodę z tą marką mimo iż do najtańszych nie należy. Jednak idea przewyższa koszty! 

 










To także czas na wzmocnienie paznokci - tutaj używam również czarnego oleju. Moim ulubionym kolorem jest... bordo (jak łatwo można było się domyślić), dlatego z przyjemnością sięgnęłam po ten lakier, który również jest cruelty free. Dla zainteresowanych - jest to marka Lauren B.Beauty, kolor The Chateau. Jest jednak zdecydowanie za drogi, dlatego zaczynam moje poszukiwania idealnego lakieru rodem z Francji! 

Jednak pozostaję wierna idei i za nic nie wrócę do poprzednich nawyków. Wystarczy nieco poszukać i stopniowo wprowadzać zmiany w swoje życie. Oczywiście nikogo nie mam zamiaru nawracać na 'jedyną słuszną ścieżkę życia', uważam jednak, że warto rozejrzeć się za alternatywami. 


Studencka lektura


Chciałam zakończyć ten wpis polecając Ci kilka książek na jesienne wieczory, zdałam sobie jednak sprawę, że od kilku miesięcy moimi jedynymi lekturami są podręczniki do chemii i fizyki. Niezbyt pasjonujące, wierz mi na słowo. Są jednak klasyki, do których lubię powracać w przerwach od nauki. Pierwsza pozycja to Germinal Emila Zoli. Bardzo chciałabym mieć czas, żeby przeczytać całą serię tego klasyka francuskiej literatury - serię Les Rougon-Macquart. Może uda się po sesji... 
Uwielbiam wracać też do książek Iny Lorentz, Płomienna narzeczona jest chyba moją ulubioną. Ale wydaje mi się, że o niej też już kiedyś pisałam. A może się mylę? W każdym razie zdecydowanie polecam, już sam tytuł powinien Cię zachęcić!




Opowiedz mi koniecznie co Ty lubisz robić, czytać i jeść jesienią, każdy ma swoją jesienną rutynę. Podziel się nią, może czegoś się od siebie nauczymy! Przygotujmy się pozytywnie do zimy, która szczypie w uszy i nos. I pamiętaj, że pozytywnym nastawieniem pokonasz największą przeszkodę!


Widzimy się na Instagramie, gdzie zawitała bardzo cozy jesień - znajdziesz mnie tutaj.


6 komentarzy:

  1. Jesień jest dla mnie porą roku, gdzie bardzo lubię i nastrajam się do pielęgnacji :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to zdecydowanie dobry czas na zwolnienie tempa i na zajęcie się sobą :)

      Usuń
  2. Uwielbiam jesień. Życie jakby trochę zwalnia a ja coraz częściej wpadam w nostalgiczny nastrój. I te długie jesienne wieczory z dobrą książką :) Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Nie ma nic lepszego od świetnej książki i gorącej herbatki! <3

      Usuń
  3. Ja również jesień wręcz kocham. Ani lato ani wiosna nie są wbrew pozorom tak... ciepłe jak zima czy jesień. Klimatyczne. Melancholijne. Zmysłowe. Ahh. I oczywiście moje umilacze to dobra książka, muzyka klasyczna, przeróżne herbaty, ciepłe koce i widok z okna. Pozdrawiam jesiennie!

    Ps. Cieszę się że trafiłam na Twojego bloga. Ja jestem zekręcona na punkcie UK i Skandynawii. Jeśli chcesz się czegoś o tych krajach dowiedzieć, zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba! Z miłą chęcią zaglądnę do Ciebie :)

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń

Dziękujmy za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosimy ładnie abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę czy też linki bądź obrażające nas/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiamy!