Point Culture: Bordeaux - kochać czy nienawidzić?

Wyjechać z Paryża żeby zamieszkać w innym dużym mieście, gościnność

Szczerze powiedziawszy miałam w planach zamienić z Tobą parę słów na ten temat, ale ciągle zwlekałam. A to brak czasu, a to brak weny i motywacji do tego tematu. Ale dzisiaj przeglądając Internety trafiłam na facebookową propozycję - Wyjechać z Paryża i zamieszkać w Bordeaux: plusy i minusy, artykuł autorstwa Alexandry z bloga lespavésbordelais.fr. Alex opuściła Paryż, dobrze płatną pracę i wyjechała na południe, do Bordeaux, gdzie jak sama stwierdziła odnalazła prawdziwy smak życia.
Jej tekst jest krótki, pozytywne punkty życia w Bordeaux według niej to zdecydowanie zwolnienie tempa, bliższy kontakt z naturą i wiele możliwości szybkich wypadów - nad ocean czy w góry. Zdecydowanie niższe ceny wynajmu mieszkań również są kuszące. Są jednak i małe drobnostki, które wkurzają - jak na przykład problemy ze znalezieniem stałej pracy czy chociażby komunikacja miejska.

Ale nie o jej tekście chciałam się rozmówić. Chcę pogadać o Bordolejczykach i tutejszej gościnności, gdyż pod opublikowanym na Facebooku wpisem komentarze nie są zbyt miłe! Zresztą zobacz sam: 


"Paryżanie, zostańcie u siebie", "Nikt was tu nie chce, zakłócacie nasze spokojne życie", "Nie ma już dla nikogo miejsca, Bordeaux jest pełne", i tak dalej... Spokojne, miłe życie? Chyba tylko w teorii! Ale nie myśl sobie, że chamstwo czy buractwo to domena Bordolejczyków. Miałam okazję być w kilkunastu francuskich miastach (większych i mniejszych), i w porównaniu do np. do UK różnica jest ogromna. Ale o tym za chwilę, zajmijmy się najpierw Bordeaux. 


Przybywa tu cała masa ludzi, są najróżniejszego pochodzenia, wyznania i innych parametrów życiowych, na które niekoniecznie zwracasz uwagę. To normalne. Bordolejczycy - mimo iż ich miasto jest nazywane 'Małym Paryżem' - nie pałają jednak miłością do mieszkańców stolicy. Dla nich południe to raj, a na północy nikt nie ma na nic czasu, jak to stwierdził  Pierre Béarn: métro, boulot, dodo; czyli droga do pracy, cały dzień w robocie i do spania! Nie jest to wielkim kłamstwem, ale partyzanci z południa przesadzają. 
Tutaj też wszyscy się wszędzie spieszą, wystarczy udać się w godziny szczytu na plac Quinconces, gdzie ludzie przesiadają się z jednego tramwaju do drugiego. Kiedyś Ci to pokażę! Sprint z rana jak śmietana, jazda zatłoczonym i nieraz śmierdzącym żulem tramwajem dostarcza większych wrażeń niż metro w Paryżu. Szkoła, studia, praca - niekoniecznie myślisz o co weekendowym wypadzie na plażę położoną zaledwie pięćdziesiąt kilometrów od miasta...


Chamskie komentarze pod tym linkiem obnażają prawdziwą naturę Francuzów. Niby milusi, niby fajni, ale jednak jak przyjdzie co do czego to najchętniej złamaliby Ci nogę, żebyś przypadniem ich nie wyprzedził w tym wyścigu szczurów. 
Fakt faktem - był okres, kiedy Paryżanie porzucali pracę, sprzedawali mieszkania i ruszali do dużych, ale spokojniejszych miast. Rynek to wyczuł, ceny mieszkań w Bordeaux poszły cholernie w górę - wiem co mówię, uwierz! Wynajem, kupno... Masowa migracja przyczyniła się do powstania trudności ze znalezieniem własnego kąta. Z pracą też nie jest lepiej, żeby dostać dobrze płatną robotę w swojej branży najlepiej załatwiać wszystko dzięki znajomościom. Na stały kontrakt możesz liczyć po pół roku CDD. Alexandra na swoim blogu podaje przykład: w Bordeaux znalazła pięć ofert pracy w swojej branży, w porównaniu do Paryża - gdzie było ich pięćdziesiąt - moje miasto wypada dosyć słabo. 


Bordeaux jest pełne kontrastów jak już to kiedyś mówiłam. Oczywiście są ludzie, którzy chętnie pomagają, nie zazdroszczą i nie chcą Ci zaszkodzić - jak wszędzie! Jednak w porównaniu do innych nacji Francuzi wypadają naprawdę słabo. Pamiętam moje pierwsze zdziwienie i admirację do ludzi w Norwich. To był mój pierwszy czy drugi dzień w tym mieście i musiałam przejechać autobusem pół miasta. Kiedy zobaczyłam jak ludzie ustawiają się w kolejkę, żeby wejść do pojazdu moje serce się stopiło. "Dlaczego żabojady tak nie robią?!" przemknęło mi się wtedy przez myśl. 
Tutaj ludzie się pchają, do busów, tramwajów, jakby ich życie od tego zależało! Nie kasują biletów, bo po co. Życie na krawędzi dostarcza adrenaliny! A jak Cię złapią? Cóż, mandat w wysokości niemal dziewiędziesięciu euro sprawi, że na długo tego pożałujesz. 

Chamskie odzywki, brak słowa przepraszam, kompletny brak szacunku do innych (przejedź się pierwszym tramwajem linii B, kiedy o piątej nad ranem pijani młodzi wracają z dyskotek - pół godziny wystarczy, żebyś był na kompletnym haju, mimo iż nie palisz zioła!) - to tylko kilka przykładów.


Mimo tych wszystkich przywar, negatywnych aspektów i buractwa ludzi kocham to miasto. Kiedy mam dobry humor uwielbiam gadać z nieznajomymi, którzy zaczepiają mnie w tramwaju albo nagle wskakiwać w tłum polskich turystów i z uśmiechem na ustach wypalić "Dzień dobry!". Ceny, choć poszły w górę są niczym w porównaniu do cen w Paryżu, więc moi drodzy - nie ma na co aż tak narzekać! 


A Ty? Mieszkasz w dużym mieście i nieraz słyszysz niezbyt miłe komentarze? A może sam takie głosisz? Opowiedz o Twoich doświadczeniach mieszkania w dużym mieście czy też małej pipidówie! 


















4 komentarze:

  1. Oj z tym się zgodzić nie mogę. Odkąd tu mieszkami(Bordeaux) obserwuje mkeszkancow. Nie zauważyłam ciagleho pośpiechu. Wręcz przeciwnie. Oni zawsze na wszystko mają czas. 20 min rozmowa z kasjerka o pogodzie,
    ? Czemu nie! I zawsze każdy przeprasza. Za szturchniecie, gdy chce przejść, gdy nie chcący Ci zablokuje przejście itp..wszędzie słyszę pardon. I właśnie dlatego zakochałam się w tym mieście. Za brak pośpiechu, za kulturę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ich obserwuję, jak już mówiłam lubię bardzo z nimi rozmawiać. I zaczynam widzieć, jak ludzie przyspieszają - może nie w takim stopniu jak w Paryżu czy Londynie, ale jednak.

      Masz prawdziwe szczęście trafiać na takich ludzi! W moich niezwykle ciepłych i pozytywnych myślach o Bordeaux i jego mieszkańcach pojawił się zgrzyt w momencie, kiedy o mało co mnie nie okradziono. W chwili kiedy tramwaj przyspieszył nadepnęłam komuś na nogę, błyskawicznie się odwróciłam i przeprosiłam. Facet tylko się uśmiechnął, myślałam, że wszystko ok. Kiedy wysiadałam na następnym przystanku poczułam jak coś znika z kieszeni mojej kurtki - tak, ten sam gość gwizdnął mi telefon. Szybko zareagowałam, ale w tamtym momencie pękła bańka mydlana i zaczęłam dostrzegać pierwiastek ludzki ludzi, którzy tu mieszkają :)

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  2. Czyli nie wszystko złoto co się swieci...ciekawe i naprawdę zaskakujące te spostrzeżenia ale gdy już wyrastasz w jakaś społeczność widzisz dużo więcej i inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie byłam nigdy w Bordeaux, ale byłam w Paryżu dużo razy i to prawda że ludzie się tam ciągle spieszą. Obserwuję Twój blog od dłuższego czasu, myślę nad wyjazdem na Erasmusa do Bordeaux. Uwielbiam czytać Twoje posty ;)
    Mimo tych minusów, chyba wybiorę to miasto :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosiłabym abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę bądź obrażające mnie/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiam! :)