Podsumowanie roku 2016

Dawno nie przeżyłam tak szalonego roku! Ten mijający wyróżnił się ogromną ilością podróży, nowych znajomości, chwil radosnych, rodzinnych i ciepłych. Nie obyło się oczywiście bez smutku i łez, no ale w końcu równowaga we Wszechświecie musi być zachowana, prawda? Opowiem Ci dzisiaj dlaczego ten rok był dla mnie tak ważny, jakie lekcje wyciągnęłam i jakie mam plany na nadchodzący nowy rok.


Przede wszystkim mijający rok wyróżnił się ogromną ilością przebytych kilometrów. Zacznę od początku, zaś jeśli początek Cię zaciekawi i chciałbyś oglągnąć więcej zdjęć – zaglądnij do działu podróże.


W styczniu kolejny już raz odwiedziłam Lourdes. Miejscowość jest piękna, na początku roku nie jest zalewana przez turystów i pielgrzymów, tak więc można było spokojnie naładować baterie. Zatrzymaliśmy się w domu pielgrzyma Bellevue prowadzonego przez polską misję katolicką, co roku siostry zakonne organizują tam poświąteczne spotkanie Polaków z okolic. Zaczynamy się już z ludźmi znać, co roku pojawiają się tam stali bywalcy, tak więc jest ciepło i rodzinnie. Na tyle rodzinnie, że miałam przyjemność być niejednokrotnie pytana czy to przez siostry, czy to przez księży: a kiedy ślub...?
Widok z domu pielgrzyma jest przepiękny, samo Lourdes jest miejscem cichym i spokojnym, ale jak to już wcześniej podkreśliłam – zapewne przez fakt iż nie był to okres turystyczny.
Z wielką przyjemnością powrócę tam jeszcze nieraz!


















Korzystając z kilku wolnych chwil udaliśmy się na podbój Belgii, a konkretniej Brukseli. Absolutnie zakochałam się w tym mieście, ta mieszanka kultur, narodowości, języków… Istna wieża Babel! Mimo paskudnego przeziębienia jakie mnie wtedy dopadło chłonęłam każdą chwilę tam spędzoną. Malownicze uliczki, lokalne frytki, niesamowita ilość zabytkowych miejsc, katedr i pałaców wprawiała mnie w zachwyt. Mieliśmy przyjemność gościć w Brukseli w dwa tygodnie po tragicznych zamachach terrorystycznych jakie wstrząsnęły tym miastem. Ludzie jednak nie okazywali strachu, atmosfera, choć ciągle napięta, daleka była od paniki czy nienawiści. Ciepło na sercu mi się robi, gdy tylko myślę o chwilach tam spędzonych. 















Trzy czy cztery tygodnie później byłam już w Norwich, uroczym miasteczku na wschodzie Anglii. Spędziłam tam dwa miesiące, gdzie odbyłam praktyki w laboratorium wydziału farmacji na UEA. Było mi tam fantastycznie – no, może pomijając pogodę – do tej pory kiedy zamykam oczy widzę tę cudowną drogę jaką codziennie pokonywałam do pracy. Spotkałam tam genialnych ludzi ze wszystkich możliwych zakątków świata, nauczyłam się tam bardzo wiele, zwiedziłam całe Norwich, przekonałam się do Guinnessa… Te dwa miesiące wiele mnie nauczyły. Wcale nie z lekkim sercem rozstałam się z tym miejscem i z tymi ludźmi, którzy stali mi się bardzo bliscy. 



















Po kilkunastu godzinach czekania na lotniskach i lotach Norwich – Amsterdam – Tuluza, w końcu wróciłam do domu. Nie na długo, w kilka dni potem byliśmy już w Biarritz na festiwalu, gdzie spełniliśmy muzyczne marzenie zobaczenia The Chemical Brothers i The Prodigy na żywo. Szalone dni wypełnione paskudnym piwem (no tak, jak już zdążysz się przyzwyczaić do brytyjskich pyszności…), fantastyczną muzyką, nieziemską atmosferą… Staliśmy dosłownie pod sceną i kiedy po całym placu rozeszły się pierwsze nuty Breathe świat oszalał! Niezapomniane przeżycie! 













Chętnie kontynuowalibyśmy z nimi trasę koncertową, w końcu chłopaki z Essex to pionierzy breakbeatu. Jednak Belgia ponownie nas wołała. I o ile festiwal w Biarritz był spełnieniem marzeń głównie moich znakomitych towarzyszów, tak koncert w Tienen należał całkowicie do mnie. Człowiek-legenda, członek mojego najukochańszego zespołu, twórca najpiękniejszych utworów… Mogłabym tak godzinami. David Gilmour, gitarzysta i wokalista Pink Floyd był spełnieniem moich najskrytszych snów. Żeby należycie uczcić ten cudowny moment sprawiłam sobie żółtą sukienkę, wszystko przez moją ulubioną piosenkę z jego najnowszego albumu – The Girl in the Yellow Dress. Kiedy tylko pojawił się na scenie i zaczął grać 5 A.M. płakałam. Do tej pory mam łzy w oczach, kiedy słucham What Do You Want From Me, a zwłaszcza bridge tej piosenki. Kołysząc się w ramionach ukochanej osoby w rytm jednej z najbardziej wzruszających ballad jakie świat słyszał przez głowę przewinęła mi się myśl, że jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie i nic tego nie zmieni. 














Jakże ciężko było powrócić do rzeczywistości po takich chwilach! Nie udało mi się to do końca, gdyż z początkiem sierpnia udałam się do… Polski. Pierwszy raz od kiedy przeprowadziłam się do Francji. Pierwszy raz od siedmiu lat wróciłam na stare śmieci, na małą wieś niedaleko małej mieściny – Wadowic. Odwiedziłam rodzinę i znajomych, spędziłam niezwykle wzruszające momenty. Łez szczęścia na powitanie i łez smutku na pożegnania wylałam wiele, myślę, że nadrobiłam te siedem lat tęsknoty. Jest wiele rzeczy, które mogłabym jeszcze opisać, ale zatrzymam je dla siebie, są w końcu takie cenne. 














Nowy rok akademicki okazał się być potężnym murem w który uderzyłam jadąc na pełnej kurwie (sorry za wyrażenie). Bułka z masłem okazała się być przeżutą podeszwą, którą trzeba było jednak strawić. Niebawem koniec pierwszego semestru, mam nadzieję zakończyć go na plusie. Do maja niedaleko, finals are coming and I know less than Jon Snow, jak mawiają fani Gry o Tron. Ale nie powinno być tragicznie, prawda..? 



Pomimo wielu tragedii, zamachów, śmierci wielu sławnych (i nie tylko) osób ten rok był wspaniały dla mnie. Wiele się nauczyłam, poznałam fantastycznych ludzi, przejechałam kawał Europy - oby i następny rok okazał się być obfity w podróże. Niech tylko świat się nieco uspokoi.
Staż jaki zrobiłam w Norwich wiele mnie nauczył, poznałam cudowny smak pracy w fantastycznej grupie, z którą szybko złapałam super kontakt. Ciekawy temat naszych prac i świetne towarzystwo sprawiło, że opuściłam tamto miejsce z wieloma nowymi doświadczeniami i umiejętnościami. W tej chwili przygotowuję się do egzaminów końcowych, w tym i do prezentacji mojego stażu. Myślę, że z przyjemnością podzieliłabym się tym i z Tobą, więc udostępnię swój raport i prezentację multimedialną wraz ze skryptem (po francusku) już po egzaminach! Tym samym dowiesz się nieco więcej o wymaganiach w mojej sekcji BTS.




Czas na nieco statystyk i blabla o blogu, który to ma już dwa lata! Takie duże dziecko z niego, niech rośnie zdrowo i nadal sprawia mamie tyle radości co do tej pory. 

A tak na poważnie - pięćdziesiąt tysięcy wejść jest dla mnie czymś nie z tej ziemi, dziękuję! Według Google Analytics w ciągu 2016 roku pojawiło się ponad trzy tysiące nowych czytelników! Sprawia mi to ogromną przyjemność i cieszę się, że ktoś interesuje się moim punktem widzenia. Trzy najczęściej czytane wpisy to moje podsumowanie przygody w Norwich, przepisy na zachowanie lata w kuchni oraz tekst o stereotypach.
Zaś w tym roku najchętniej czytały mnie osoby z następujących miast: Warszawa, Begles, Paryż, Kraków, Saint Petersburg, Poznań, Lublin, Wrocław oraz Londyn. 

Francuskie Życie zbliża ludzi! Gdybym nie prowadziła bloga zapewne nie poznałabym pewnej fantastycznej osoby, która z odrobiną szczęścia wpadnie na ten wpis i od razu domyśli się, że mowa tu o niej. Prawdziwą przyjemnością było dla mnie pokazanie Bordeaux nie tylko od historycznej i zabytkowej strony, ale także i tej praktycznej. 
Bodaj w zakładce o mnie czy też przydatne we Francji wspominam, że jeśli tylko masz ochotę - zawsze możesz do mnie napisać! Właściwie tylko dlatego założyłam stronę bloga na Facebooku. Zawsze odpisuję, staram się to robić jak najszybciej i odpowiedzieć jak najdokładniej na pytania. Jeśli jesteś przejazdem przez Bordeaux i chcesz dodatkowych informacji - wal śmiało!  

Kolejny rok w Klubie Polki, o tych dziewczynach też koniecznie muszę wspomnieć (i o rodzynku naszym też)! Tyle niesamowitych pomysłów, przedsięwzięć, projektów, często w szczytnych celach. Dziewczyny - jesteście fantastyczne. W tym roku miałam przyjemność poznać na żywo Mariannę, która prowadzi bloga Marianna in Africa. Jesteś niesamowicie ciepłą i pozytywną osobą, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy! 

Klub Polki możecie obserwować na Facebooku, Twitterze oraz Instagramie, zapraszam tam serdecznie, by zobaczyć kawałek świata widziany oczami rodaczek (i rodaka) na obczyźnie!



A teraz nieco bardziej osobiście, bo w końcu blog to moja prywatna strefa komfortu. 
Liczę, że 2017 rok będzie opierał się na konstruktywnym dialogu i merytorycznych dyskusjach, a nie tekstach typu: 
Lubię kontrowersje, tematy polityczne i religijne, i wcale się tego nie wstydzę. Nie mam też problemu z przedstawianiem swojej opinii na dany temat, lubię o tym rozmawiać. Przykro się jednak robi kiedy zamiast inteligentnej dyskusji dostaję w zamian coś takiego. Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku na blogu pojawi się więcej Point Culture, które - patrząc na statystyki - lubicie.  
Opinie innych o mnie, opierane o mój światopogląd, nie są dla mnie krzywdzące jeśli tylko daję jakieś podstawy by daną opinię wystawić. Te same teksty powtarzane powtrzane po raz n-ty nie powalają na kolana, a raczej powodują ból brzucha ze śmiechu. Tak więc moje życzenie na przyszły rok - więcej ciekawych tematów i dyskusji, mniej idiotycznych, obnażający niski poziom komentarzy i wiadomości. 

Nadchodzący rok będzie decydujący o moim życiu. Egzamin BTS się zbliża, to może się wydawać, że mam jeszcze masę czasu, ale maj przyjdzie błyskawicznie. Będę musiała dać z siebie wszystko, gdyż nie ma możliwości powtórzenia testów, a bez dyplomu dwa lata ciężkiej pracy pójdą się - mówiąc kolokwialnie - jebać. Twardo idę do celu, czyli do dyplomu technika chemii i jestem niemal pewna, że niebawem to osiągnięcie dopiszę do CV. W obecnych czasach bez szkoły nie ma nic chyba że ktoś chce pracować w barze całe życie. Zamierzam oczywiście kontynuować studia, jest kilka kierunków, które bardzo mnie interesują i jeszcze się waham. Ale wszystko okaże się w tym nadchodzącym roku. 

Jako że już od samego początku 2017 roku mam napięty grafik z wyprzedzeniem przygotowałam tematy wpisów na blog. Mam nadzieję skończyć w tym roku cykl un peu d'histoire, a także zacząć pokazywać Bordeaux od bardziej praktycznej strony. Zobaczymy czy czas mi na to pozwoli, gdyż pierwsze półrocze nadchodzącego roku będzie niezwykle dla mnie ważne. Mam nadzieję móc poświęcić tyle czasu ile przewidziałam na blogi, prowadzenie Instagrama i wrzucanie ciekawostek na Facebooku.
Wielu moich znajomych, którzy wiedzą o istnieniu tego miejsca pyta czemu piszę tylko po polsku, a nie na przykład po francusku czy chociażby po angielsku, żeby i oni mogli zrozumieć. Prawda jest taka, że wymaga to ogromu pracy, a ja nie mam czasu. Podziwiam wszystkie dwujęzyczne blogi, ale ja naprawdę nie mam kiedy tego zrobić. Poza tym piszę po polsku, żeby nie utracić tego języka. Po francusku i angielsku mówię codziennie w szkole, ze znajomymi i tak dalej, języka polskiego używam jedynie w domu. Chciałabym móc poprawnie mówić i pisać w - bądź co bądź - ojczystym języku. 





Teraz, kiedy rok już podsumowany, a i przyszły w części zaplanowany mogę życzyć Ci szampańskiej zabawy! Niech nadchodzący rok nie będzie gorszy od tego odchodzącego. 
Do napisania niebawem!














6 komentarzy:

  1. Super rok za Tobą, a Nowy też się nieźle zapowiada.
    Powodzenia x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, Justyna <3
      Wspaniałego Nowego roku i Tobie!

      Usuń
  2. dalszych sukcesow zycze !

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęśliwego Nowego Roku i samych sukcesów ;)
    Lublin pozdrawia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie i powodzenia w realizacji wszystkich tegorocznych planów! <3

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosiłabym abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę bądź obrażające mnie/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiam! :)