Pięć ważnych dla mnie miejsc


Są miejsca na świecie, do których miło jest nam powracać, prawda? Miejsca, które przywołują ciepłe wspomnienia, w których nam ciepło, miło i serdecznie, miejca w których czujemy się jak w domu. Dzisiaj o kilku takich w moim wydaniu, a post ten powstał dla jesiennego projektu Klubu Polki, na bloga i Fanpage którego serdecznie zapraszam!



Żaglówka na jeziorze Hourtin

Mała rzecz, a cieszy.

Mam z nią przemiłe wspomnienia, i wiele dni i nocy spędzonych właśnie tam klasują się najlepszych momentach mojego życia. Mój drogi Książę przyuczył mnie nieco żeglugi, a także pokazał piękne zakątki i to miejsce stało się dla mnie… kolejnym domem.
Rozkładanie żagli jest dla mnie synonimem wolności, w momencie kiedy wypływasz z portu, wiatr napina żagle – zaczyna się przygoda. Z daleka od cywilizacji i tłoku. Jest jeszcze jeden powód, dla którego kocham spędzać dnie i noce na tej łódce: przy bezchmurnym, nocnym niebie widać miliardy gwiazd. Kiedy pierwszy raz to zobaczyłam nie byłam w stanie w to uwierzyć. Teraz chcę tam wracać głównie dla tego widoku.





Bordeaux

Ma ville, Bordeaux. 

Kocham to miasto, kocham je od pierwszej chwili kiedy ujrzałam Place de la Bourse, kiedy weszłam na wieżę Pey Berland, kiedy tylko przespacerowałam się po Chartrons. Kocham to miasto od A do Z, nie ma w nim nic, co mogłoby sprawić, żebym nie pałała do niego miłością. Odnajduję się tu, jestem szczęśliwa. To właśnie to miejsce umocniło moją wiarę w siebie, dało mi edukację, pracę, dom i miłość na całe życie. 

Pełne kontrastów, smutków i radości, ukwiecone i kolorowe czasami jednak zamienia się w kata, zwłaszcza gdy Garonna wylewa, a małe uliczki szybko wypełniają się wodą. Mój mini-Paryż, z kamiennymi fasadami, milionami turystów, zwariowanymi ludźmi bawiącymi się w czwartkowe wieczory studenta. Czuję się jak ryba w wodzie kiedy idę przez to miasto z ludzmi pragnącymi dowiedzieć się o nim więcej, kiedy pokazując nieistotne dla innych detale przekazuję kawałek historii. Mogłabym godzinami mówić o tutejszych dziejach, o tym jak dobrze jest móc tu mieszkać, ale myślę, że najlepiej zadziałałoby przybycie do tego boskiego miasta. Spacer po Saint Michel w niedzielę, Capucins w poniedziałek, Chartrons we czwartek, by odkryć smaki, zapachy, tekstury, kultury i przede wszystkim ludzi tutaj mieszkających. 






Norwich

Piękne, kolorowe, przyjazne. Jedno z moich ulubionych miast w UK, do którego bardzo chętnie bym wróciła (ale tylko w okresie letnim, najlepiej na te dwa tygodnie bez deszczu). Dla amatorów kościołów, cmentarzy i innych miejsc tego typu – miejsce absolutnie do zwiedzenia. Spędziłam tam niesamowite chwile, z cudownymi ludzmi, których teraz zaczyna mi brakować. 

Kochałam spacery wzdłóż rzeki, moje liczne wypady do katedry, z jedną z najwyższych iglic w Anglii. Moje serce podbiła również przeurocza restauracja The Waffle House, a może... a może sprawili to ludzie, z którymi byłam? To w tym mieście odkryłam prawdziwy smak Guinnessa - gdyż musicie wiedzieć, że ten we francuskich barach jest paskudny! - podanego w bardzo oryginalny sposób. Tutaj nauczyłam się jednej, bardzo istotnej rzeczy: nie wychodź z domu bez parasola. Tęsknię do tego miejsca, do Elm Hill, do pieszych wędrówek do pracy przez najpiękniejszą alejkę jaką kiedykolwiek moje oczy widziały... Koniecznie będę musiała tam wrócić!





Ukwiecony ogród babci

Po siedmiu latach nieobecności w Polsce zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo trzeba doceniać małe rzeczy, które trzymamy w pamięci jako najcenniejsze obrazy. Jednym z nich jest ogródek mojej ukochanej babci. Kiedy po siedmiu latach przeszłam przez bramkę i wyłożoną płytkami ścieżką szłam do jej domu w oczach miałam łzy wzruszenia. 

Ogródek pozostał bez zmian, właśnie taki pamiętałam. Drewniana ławka pod murem domu, wysokie róże pod oknami, wielki orzech na jego skraju… Sprawiło mi to nieziemską przyjemność. Nie mam zdjęć, by zilustrować ten widok, jest mi zbyt drogi, by móc go pokazać. Preferuję zachować ten widok dla siebie. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Każdy z nas ma takie miejsce, które powinno zostać w sercu. Zamiast tego oferuję Wam inne zdjęcie z Polski, które również podbiło moje serce.





Objęcia Księcia

Ostatnie miejsce jest miejscem moim prywatnym. O ile do Bordeaux czy Norwich każdy może wpaść, jeśli ktoś pracuje dla Secret Service może odnaleźć dom mojej babci czy naszą żaglówkę. Ale do objęć mojego Księcia nie dopuszczę nikogo.

Każdy z nas czuje się niebiańsko w objęciach ukochanej osoby. Każdy z nas chce, by trwało to bez końca. Nie ma uczucia lepszego od ciepła drugiej osoby, prawda?To zdecydowanie najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce, do którego człowiek może trafić.










★ Facebook ★ Instagram ★ VSCO ★




6 komentarzy:

  1. Karolina, piękny wpis, wzruszyłam się! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo miła lektura, szczególnie mi się spodobał ostatni punkt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze miejsce musi być uhonorowane <3 Dziękuję bardzo!

      Usuń
  3. Super wpis, przez to że odkryłam Twojego bloga teraz jeszcze bardziej chce odwiedzić Bordeaux <3 Ostatni punkt najlepszy! A książę Francuz czy Polak? (tak z ciekawości pytam :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mogę zaspokoić Twoją ciekawość - Książę jest Polakiem :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosiłabym abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę bądź obrażające mnie/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiam! :)