Lifestyle: top, meh i inne reakcje na GlossyBox





Mały wstęp zanim przejdziemy do głównego tematu postu. 

Jeśli ktoś nie ma ochoty czytać moich wywodów na temat 'kobiecych pierdół' niech nie klika w posty zatytułowane "Lifestyle". Staram się rozróżnić te posty od tych historycznych i mówiących konkretnie o Bordeaux czy o Francji, jeśli ktoś nie jest zainteresowany takim tematem - niech po prostu tu nie wchodzi i omija takie posty szerokim łukiem. Nie mam zamiaru stawiać sobie szlabanów i omijać jakieś tematy pod pretekstem braku związku z główną fomułą bloga. 

To było takie małe aparté.








Francuski odpowiednik polskiej beGlossy, czyli GlossyBox to świetna zabawa. Co miesiąc minimum pięć produktów, które w mniejszym lub większym stopniu mają pasować do beauty profilu, jaki został stworzony w momencie odpowiadania na pierwszą ankietę. Dostaję paczki od maja i ogólnie jestem z nich zadowolona, są jednak rzeczy, które odpowiadają mi bardziej niż inne. Dzisiaj właśnie o nich. 

Na sam początek zawody, żeby zakończyć post pozytywnym podsumowaniem. 



Szampon do włosów marki -417 był chyba jednym z najwięszych zawodów. Na ich stronie internetowej można było się dowiedzieć o magicznych właściwościach minerałów i ogólnie o niesamowitej mocy tego produktu. Dałam mu miesiąc na wykazanie się. I faktycznie - włosy były piękne, błyszczące i gładkie, ale też wypadały na potęgę! Wystaczyło, że przeczesałam się szybko dłonią i wyciągałam garść włosów. Zdecydowanie się zawiodłam, bo naprawdę wydawał się być obiecującym produktem, który mógłby odmienić moją rutynę. Jednak nie, równowaga na mojej głowie została z trudem przywrócona i zdecydowanie nie powrócę tak szybko do testowania czegokolwiek innego. Poza tym full size tego szamponu to wydatek rzędu 20 euro. Mam ważniejsze wydatki niż wyrzucanie takich pieniędzy w produkt do włosów.


Kolejny szampon, który dostałam do testowania był owiany nutką tajemnicy. Zero informacji o marce, z tyłu butelki był tylko skład i miejsce produkcji. Napakowanie silikonami szampony kojarzyły mi się z tylko jedną marką, której niestety moje włosy nie trawią - Head&Shoulders. Ekipa GlossyBox dopiero po miesiącu ujawniła markę, okazało się, że się nie pomyliłam. Wypróbowałam raz i od razu po wiedziałam, że to był błąd. Nie wiem czemu, ale te szampony, które rzekomo są przeciwłupieżowe najczęściej powodują u mnie pojawienie się tego problemu. Jeszcze nie wiem jak inaczej go wykorzystam, bo nie lubię marnować produktów. Wiem jedno - buteleczka zostanie, ma bardzo praktyczny format do podróżowania.

Przechodząc z zawodów do rzeczy, które wywołały u mnie takie... meh, ni to parzy, ni to ziębi. Dostałam pastę do zębów. Serio. W momencie otworzenia pudełka nie wiedziałam co powiedzieć, bo... No ludzie, pastę do zębów mogę kupić sobie w każdym jednym sklepie, zwłaszcza pastę marki Signal. Rzekomo wybielająca - po prostu pasta. Być może nie jestem dobrym testerem, bo piję hektolitry kawy i herbaty, a także od czasu do czasu lubię zapalić, więc idealnie białych zębów mieć raczej nie będę, a już na pewno używając pasty Signal. Mocną jej stroną jest jednak bardzo intensywny, miętowy smak, który pozostaje na długo. Pod tym względem jest ok. Wrócę raczej jednak do mojej, gdyż mam dosyć wrażliwe dziąsła.

Do produktów zaliczających się do kategorii "meh" wliczam również ten oto żel modelujący... brwi. WTF. 
Nie maluję się na codzień, więc taki produkt wywołał u mnie uśmiech. Zdarzało mi się go użyć, kiedy wychodziłam na ważne spotkanie czy imprezę - czyli wtedy kiedy potrzebowałam wyglądać idealnie. Na codzień? Nie spędzam dwóch godzin przed lustrem, żeby wyjść na miasto czy na uczelnię, więc jest mi to potrzebne jak piąte koło u wozu. Lubię za to bardzo oryginalne opakowanie w kształcie diamentu i maleńką szczotkę. Myślę, że kiedy skończę go używać wymyślę inne zastosowanie dla tego maleństwa, jest bardzo urocze.

Na deser zostawiłam produkty, które bardzo mi przypadły do gustu. Zaczniemy od szmineczek, bo rzadko kiedy zachwycam się takimi rzeczami. Ta pierwsza to właściwie tusz do ust, ma intensywny, czerwony kolor, jest matowa i pozostaje na ustach przez długi, długi czas. Uwielbiam ją i poważnie myślę o dokupieniu. Druga to dwa w jednym - może być stosowana jako szminka lub róż na policzki. Jako że tego drugiego nie używam jest u mnie głównie jako szminka. Nieco bledsza od poprzedniczki, nie jest też matowa, drobinki brokatu czy czegoś tam są dosyć wyraziste. Niemniej przyjemnie się nakłada, w miarę długo pozostaje na ustach i ma przyjemny, truskawkowy posmaczek. 

Tusz do rzęs to jedyny produkt upiększający jaki codziennie używam. Ten tutaj jest fantastyczny, jestem przeszczęśliwa mogąc go stosować. Jest lekki, nie skleja rzęs, tylko idealnie je podkreśla. Łatwo się zmywa, co jest ogromnym plusem! Jedynym negatywnym aspektem jest jego zapach, ale pewnie sobie myślisz: co za idiotka wącha tusz do rzęs? Ano ja! Ta maskara pachnie jak klej Kropelka i dziwnie było mi na samym początku jej używania. Ale potem przyzwyczajenie robi swoje. 

Listę pragnę zakończyć tą oto maseczką do twarzy. Jest świetna! Na samym początku może wydawać się dziwna - ma zupełnie inną teksturę niż wszystkie inne maski. Ta jest w formie przeźroczystego żelu, wcale nie zastyga i nie zamraża twarzy, tak że nie da się nic powiedzieć. Po spłukaniu za to zostawia skórę nawilżoną i niezwykle przyjemną w dotyku. Stosuję ją raz w tygodniu i muszę przyznać, że od kiedy to robię mam skórę miękką i gładką jak pupcia niemowlaka. Też raczej kupię ponownie, to naprawdę świetny produkt.




Chmura wymienonych marek w tym poście:



Poważnie zastanawiam się nad wstrzymaniem abonamentu na GlossyBox i wypróbowanie innej beauty box. Wszelakie sugestie będą mile widziane!

Znasz produkty wymienione w tym poście? Może masz o nich zupełnie inne zdanie? Daj znać w komentarzu! 

A teraz miłego weekendu i do niebawem, zabiorę Cię w podróż po Bordeaux jesienną porą. Galeria zdjęć już w przyszłym tygodniu! 





★ Facebook ★ Instagram ★ VSCO ★



2 komentarze:

  1. A ja właśnie zastanawiałam się nad rozpoczęciem przygody z GlossyBoxem. Po Twoim poście nabrałam trochę wątpliwości ...Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama zastanawiam się nad zrezygnowaniem, koleżanka poleciła mi dwie inne - Birchbox i My Little Box, może tych spróbujesz? :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosiłabym abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę bądź obrażające mnie/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiam! :)