Wrzesień w pigułce

16:36


Nowy rok akademicki to nowe wyzwania, nowe przygody... wszystko jest nowe! Czas więc na nowość na blogu, czyli comiesięczne podsumowania. Myślę, że pozwoli mi to na częstsze i zdecydowanie bardziej regularne publikowanie postów na blogu, wymianę pomysłów i rad z Wami i ogólnie wyrzucenie wielu myśli, które często nie pozwalają mi pracować. Oczywiście między regularnymi postami "Co robić w Bordeaux?" i tą nową serią pojawią się posty o Bordeaux, Francji czy wydarzeniach na świecie. Potrzebuję narzucić sobie regularny rytm i myślę, że to może mi pomóc. Zaczynajmy!
Na początek: produkty kosmetyczne, które wyszły, czyli mini projekt denko. Nie każego to interesuje, wiem - wpis można przewinąć! 



Skończyłam testowanie szamponu -417, który znalazł się w GlossyBox, tak samo jak żel pod prysznic Rivadouce. Ten drugi był świetny, od tekstury, efektów po zapach - fantastycznie się go używało, a zapach pozostawał na długo. Szkoda, że już go nie mam, ale chyba rozglądnę się za full size w Internecie. Za to ten szampon... Jedna wielka tragedia. Miałam wrażenie, że się nie pieni, że nie myje, że po prostu jest i tyle. Na pocieszenie dodam, że faktycznie widać było efekty, włosy były mocniejsze, gładkie i lśniące, nawet Książę to zauważył. Okropną wadą tego szamponu jest jednak to, że wypadały mi po nim włosy. Powiecie: "norma, przecież włosy wypadają, nie ma w tym nic nadzywczajnego". Akurat. Włosy wychodziły mi garściami, nie wiedziałam co robić! Szczotka do włosów była ich pełna, odpływ prysznica, poduszka... Wszędzie gdzie tylko się pojawiłam zostawiałam garście włosów. Całe szczęście nie widać tego po mnie, bo mam niezwykle gęste włosy, no ale kurczę! Nigdy więcej tego szamponu. Poza tym nie stać mnie na wyrzucenie 24 euro w full size tego produktu. 
Skończyłam też olejek do włosów od Garniera, o którym kiedyś już wspominałam. Świetna rzecz, myślę o jego ponownym zakupie!



Wrzesień to też miesiąc moich urodzin, tak więc miałam prawo do kilku prezentów. Moja przyjaciółka zrobiła mi mój ulubiony tort: chocolate Guinness cake, na który przepis znajdziecie tutaj. Z okazji moich urodzin powiększyła się również nasza kolekcja winyli (czas na ponowne przeliczenie ich, aż jestem ciekawa!), tym razem o płytę ze ścieżką dźwiękową z mojego ulubionego serialu: Dexter. 



Zapoczątkowałam przemiły zwyczaj, który teraz oboje spełniamy mając przy tym ubaw po pachy - podpisujemy winyle jakie wzajemnie sobie dajemy. Ostatecznie trafiają do jednej, wspólnej kolekcji, jednak za każdym razem kiedy jakiś wyciągamy widzimy dedykację i przypominamy sobie przemiły moment wręczenia go. Mała rzecz, a tak cieszy!
W każdym razie jestem niezwykle szczęśliwa mogąc gościć Dextera wśród naszych płyt. Uwielbiam tę ścieżkę dźwiękową, więc serduszko rośnie przy takich podarkach!


Kto mówi nowy rok akademicki mówi nowe wydatki. Nie obyło się i bez tego. Jako że na moim kierunku nie ma wykazu podręczników czy pomocy naukowych trzeba samemu dowiedzieć się jaki jest program każdego przedmiotu na nadchodzący rok i samemu czegoś poszukać. Takim oto sposobem znalazłam trzy dobrocie, z którymi się nie rozstaję:


No dobra, obecnie najczęściej korzystam z niebieskiej i zielonej, które tłumaczą w prostym języku moje dwa najważniejsze przedmioty - chemię organiczną i ogólną. Matematyka jest dla mnie czarną magią, którą pojmuję z coraz większym trudem, ale do tamtej też zaglądnę! Jeśli jesteście spostrzegawczy na żadnej z nich nie ma wspomnienia o BTS Chimiste. Normalne - ponieważ nie ma pomocy naukowych dla mojego profilu. Trzeba przeglądać programy innych, żeby móc wybrać coś dla siebie. Uważam to za delikatną dyskryminację, no ale cóż. Świat nie może być aż tak idealny. 

A propos uczelni... Moja jest teraz w przebudowie. Wrzesień był niezwykle ciepłym miesiącem, a lekcje mające miejsce w wielkich, blaszanych puszkach były torturami zarówno dla nas, studentów, jak i dla wykładowców. Dyrekcja jednak nakazała się uczyć. I się męczyliśmy.
Nowe laboratoria mają zostać oddane do naszej dyspozycji prawdopodobnie w lutym. Całe szczęście, że będzie miało to miejsce jeszcze przed końcowymi egzaminami! 
I mam szczerą nadzieję, że już nigdy więcej nie będę miała czternastogodzinnych zajęć, z czego ponad siedem to zajęcia praktyczne w laboratoriach bez możliwości otworzenia okien przy czterdziestostopniowym upale. Ale już, koniec narzekania, idziemy dalej!



Po raz n-ty w tym roku przeczytałam Płomienną Narzeczoną. To moja ulubiona książka autorstwa tej pary, choć wiem, że wielu ludzi po niej jeździ, że jest gorsza od słynnej trylogii zapoczątkowanej Nierządnicą


Dla mnie to jest, była i pozostanie jedna z najlepszych książek, jakie miałam w ręce. Ile się jej uszukałam... Bo już kiedyś ją czytałam, jakieś pięć-sześć lat temu. Pamiętałam nieco fabuły oraz fakt, że napisało ją niemieckie małżeństwo, miała ok. 700 stron i okładka była czerwona. Kiedy po wielu, wielu,  w i e l u  poszukiwaniach w końcu ją znalazłam w moich oczach pojawiły się łzy szczęścia! Polecam ją każdemu, kto lubi fikcję opartą na prawdziwych wydarzeniach historycznych. 


Idąc dalej w stronę kultury: w zeszłym roku we wrześniu, kolejny solowy album wydał Dvid Gilmour, wokalista mojej ulubionej grupy Pink Floyd. Album mi się tak spodobał, że kiedy tylko dowiedziałam się o jego koncercie we Francji - musiałam się tam pojawić. Ostatecznie udaliśmy się do Belgi, konkretniej do Tienen (lub po francusku Tirlemont) i spełniliśmy kolejne, wspólne marzenie. 
W tym roku we wrześniu swój kolejny album wydała fińska grupa Poets of the Fall. Bez bicia przyznaję, że za nimi szalałam, aż do pewnego momentu. Chłopaki od kilku lat robią to samo. Ich piosenki są identyczne i szczerze? - zawiodłam się na singlu wydanym w sierpniu. Piosenka faktycznie wpada w ucho, ale jest nudna, ma się wrażenie, że ciągle serwują to samo. Tutaj znajdziecie Drama for Life, ich najnowszy twór. Czekałam na ten album licząc na fajerwerki i nie zawiodłam się na kilku piosenkach. Chwilami miałam wrażenie, że już niektóre kiedyś słyszałam, ale ogólnie bilans na plus. Ciekawych zapraszam na Spotify, gdzie możecie tego odsłuchać! 

Wielkim piwoszem jestem i się z tym nie kryję. Z życia trzeba korzystać ile się da, co nie? Wybierając coś nowego na wieczór i zachód słońca nad Bordeaux znalazłam piwo z południa. Przyznaję, że to etykietka mnie przekonała, no ale kogo by nie przekonała, bądźmy szczerzy?


Piwo samo w sobie jest paskudne, przynajmniej dla mnie, gdyż nie znoszę słodkich piw. Zdecydowanie wolę ciemne, bardziej gęste w stylu Bombardier (które można znaleźć w L.Eclerc!), niż tak zwane 'babskie piwa'. Ale butelka mi się podoba, może porobić za wazon. No i... zakosiłam kolejne dwa kufle od Bombardier z baru. Nie moja wina, że są takie fajne! Zbieram wyposażenie do nowego mieszkania, szklanki to dobry początek.
Jak Wam minął wrzesień? Też zawiedliście się jakimś zakupem, coś poszło nie po Waszej myśli w pracy? A może wręcz przeciwnie - everything is awesome? 
Dobrego października nam wszystkim życzę!


★ Facebook ★ Instagram ★ VSCO ★




You Might Also Like

0 komentarze

“Avec un bon compliment, je peux vivre deux mois.”
- Mark Twain

Cieszę się, że postanowiłeś skomentować ten wpis! Z góry dziękuję za każde miłe słowo i konstruktywną krytykę. Proszę tylko: szanuj innych komentujących. I na bogów - nie reklamuj się! To wcale mnie nie zachęca do kliknięcia.

Pozdrawiam!