HAUL: dobroci z Polski i z Francji

Co kraj to obyczaj, dobry przysmak czy marka, dlatego też jadąc do Polski nie miałam pustych rąk. Również wracając z wakacji zabrałam wiele ciekawych (lub nie) rzeczy. Czas na mini haul, czyli co konkretnie wywiozłam i przywiozłam.

Omijając artykuły spożywcze typowe dla francuskiego podniebienia, które to wiozłam na spróbowanie dla mojej licznej rodziny oraz rzeczy oczywiste takie jak wino z moich regionów, torba z (głównie) kosmetykami wyglądała tak: 



Dużo DOPów, prawda? To francuska marka, która specjalizuje się w niesamowitych zapachach swoich żelów pod prysznic. Tym razem wzięłam tylko bardzo słodkie zapachy - candy apple i cukierki Haribo Dragibus, które uwielbiam! Zapach tych żeli jest powalający, aż ma się ochotę je wcinać! 
Firma ta stworzyła serię żeli o nazwie "słodkości z dzieciństwa" i doprawdy, udało im się! Można więc myć się gorącą czekoladą, magdalenkami, ciastem cytrynowym czy chociażby cukierkami o smaku coca-coli. Istny szał, myślę, że jeśli DOPy przypadną im do gustu będę im posyłać całą resztę tej słodkiej gamy. 

Wzięłam także szampon i maskę do włosów tej samej fimy z olejkiem shea, który w chwili obecnej uwielbiam. Oba produkty pachniały bardzo delikatnie, jednak nijak się miały do zapachów o których pisałam wcześniej. Po prostu standardowy zapach produktu kosmetycznego. 

Dalej są oczywiście Le Petit Marseillais i moi ulubieńce - szampon i odżywka do włosów z olejekiem arganowym oraz masłem shea. Sama obecnie je stosuję i jestem zachwycona, dlatego chciałam się nimi podzielić.
Wzięłam również kilka (dobra, kilkanaście) balsamów do ciała tej samej marki i wyciągiem z aloesu dla skóry wrażliwej. Ma przyjemną konsystencję, pompka jest bardzo praktyczna i jest niezwykle wydajny. Myślę, że ludzie, którym je dałam będą zadowoleni. 






Wracając z Polski do Francji nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności i nie wstąpić na chwilę do Rossmanna. Pierwsza rzecz jaka mnie uderzyła - ogromny, o g r o m n y wybór szamponów do włosów. Świrem na tym punkcie nie jestem, ale obiecałam sobie, że zadbam należycie o moje włosy (przede wszystkim obiecałam przyjaciółkom, że nie zetnę ich do końca naszego dwuletniego studium). W końcu stanęłam przed półką i szukałam czegoś interesującego i... nie znalazłam nic. Ale nic straconego, wystarczyło tylko się odwrócić by trafić na perełkę, czyli Tutti Frutti.



Przyznaję bez bicia - to nazwa mnie przekonała. Za dzieciaka jadałam takie cukierki, więc wspomnienia szybko wróciły. Wzięłam dwa zapachy - liczi i rambutan oraz wiśnia i porzeczka (ten drugi pachnie jak Tymbark wiśniowy). I szczerze powiedziawszy... oprócz słodkiego, owocowego zapachu nie wyróżniają się na tle innych płynów do kąpieli. Ciężko się pienią i raczej nie mają właściwości nawilżających skórę. Oczywiście skończę je zanim powrócę do moich sprawdzonych żeli, ale czuję się zawiedziona. 

Z myślą o mojej nastoletniej siostrze zakupiłam również kilka (no dobra, kilkanaście) żeli do mycia twarzy skłonnej do trądziku. 



Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej marce, ale wydaje mi się, że będę musiała zamawiać więcej, gdyż moja Beba jest zachwycona. Po kilku dniach stosowania wyrażnie wygładziła jej się skóra i zdecydowanie jej to pomaga. Bardzo mnie to cieszy, gdyż mała wpadała w kompleksy z powodu trądziku, który ją nękał. Absolutnie produkt godny polecenia! 

Na sam koniec moi ulubieńcy z Polski, czyli produkty firmy Ziaja! Zawsze bardzo je lubiłam, od minimalistycznych opakowań po delikatny zapach ich produktów. Kupiłam sobie kilka kremów arganowych, bo jak wiecie to moja wielka miłość, a także zwykły krem oliwkowy. Zapewne będę je stosować wymiennie, ale tylko jako kremy na dzień. Nie mam skóry jakoś bardzo specjalnie wrażliwej czy suchej, ale dodatkowa pielęgnacja nie zaszkodzi. 













Wy również przywozicie jakieś goodies z Polski lub innych krajów? Macie coś godnego polecenia? Dajcie znać!

Nie wiedząc jak zakończyć ten wpis wstawiam jeszcze jedno zdjęcie, jeszcze jednej rzeczy jaką przywiozłam z Polski. W końcu nie samymi kosmetykami człowiek żyje! Na miłość też trzeba znaleźć miejsce, prawda? 











★ Facebook ★ Instagram ★ VSCO ★

4 komentarze:

  1. Ej fajnie, ale faceci też Cie czytaja :P np ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wybacz! Raz na jakiś czas mogę się pochwalić, babą jestem :P

      Usuń
  2. Jak już tak kosmetykowo, to gdybym miała się wybrać w podróż i zabrać ze sobą coś z Polski, to zdecydowanie tołpa. Są drodzy, ale cena znajduje odzwierciedlenie w jakości. To chyba jedyna marka kosmetyków, która nie wywołuje u mnie podrażnień i nie zostawia takiej klejącej maski na twarzy po użyciu ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i każdy komentarz! Choć opcja anonimowego pozostawiania komentarzy jest włączona prosiłabym abyś jednak zostawił jakiś podpis - milej się wtedy dyskutuje!
Komentarze zawierające reklamę bądź obrażające mnie/innych komentujących będą usuwane.

Pozdrawiam! :)