Voyage voyage: Norwich, UK

08:22

Miałam przyjemność spędzić dwa wspaniałe miesiące w Norwich, uroczej mieścinie we wschodniej Anglii. Celem wyjazdu był staż, by zaliczyć pierwszy rok mojego studium chemii (o tym pisałam w notce 'Le café du midi'). Jak wrażenia? O tym właśnie tutaj!



Może na szybko o historii tego pięknego miasta. Kilka stuleci temu Norwich było drugim co do wielkości miastem w Wielkiej Brytanii (zaraz po Londynie). Dynamicznie rozwijający się ośrodek hrabstwa Norfolk był maleńką wysepką na mapie wschodniej Anglii, która głosowała przeciwko Brexitowi w niedawnym referendum. 

Jest to skupisko młodych, głównie ze względu na UEA, czyli Uniwersytet Wschodniej Anglii, który cieszy się bardzo dobrą reputacją nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i w Europie i na świecie. Wybrany jako najlepszy uniwersytet w UK pod względem satysfakcji studentów, sklasyfikowany na wysokich pozycjach we wszelakich rankingach... mnie osobiście lekko zdołował. Architektura budynków była odzwierciedleniem lat sześćdziesiątych, w tym samym stylu utrzymana jest jedna z dzielnic Bordeaux - Mériadeck. W ramach porównania:

Bordeaux, Mériadeck vs. Uniwersytet Wschodniej Anglii, Norwich

Ale dosyć nudnych rzeczy - co tam robiłam i jak mi się podobało?
Jako undergraduate bez większych doświadczeń zostałam rzucona na dosyć głęboką wodę. Wielu rzeczy nie rozumiałam, wiele analiz jakie przeprowadzałam widziałam jedynie w teorii, ponieważ mojej uczelnii nie stać na zakup na przykład spektrometru NMR czy LCMS (linki odsyłają do Wikipedii, gdzie - jeśli Was to ciekawi - możecie dowiedzieć się nieco więcej).Mam wrażenie, że nauczyłam się tu więcej niż przez cały rok studiów. Atmosfera w laboratorium była przefantastyczna, międzynarodowe towarzystwo nieraz doprowadzało mnie do bólu brzucha ze śmiechu. Po wynikach referendum w sprawie Brexitu patrzyliśmy na siebie z uśmiechem na ustach - na dziesięć osób w ekipie tylko jedna pochodziła z UK. Nawet nasz szef nie był Anglikiem, pochodził z Singapuru. W szkole farmacji na UEA są praktycznie sami obcokrajowcy, którzy ciężko pracują na swój sukces i utrzymanie renomy szkoły, która jest jedną z najlepszych w Europie. 

Tematem mojej pracy była synteza molekuł, które potencjalnie mogą przydać się do tworzenia inhibitorów - molekuł, które zablokują pewną reakcję chemiczną, która ma miejsce zarówno u ludzi, jak i w pasożytach, które pragniemy powstrzymać. Schistosomatoza jest jedną z najgroźniejszych chorób w krajach 'trzeciego świata', a jedyne lekarstwo na nią staje się powoli nieskuteczne. Ekipa, z którą pracowałam, współpracuje z wieloma innymi uniwersytetami i wspólnie pracują nad inhibitorami, które zablokowałyby metylację histonów u pasożytów, ale nie u ludzi. Ciężka to praca, wiele robiło się na chybił-trafił, ale mam nadzieję, że uda im się! 


'Ależ ona przynudza', co nie? Ale to było moje życie przez ostatnie dwa miesiące, tak właśnie wyglądało. Poniedziałkowe spotkania i seminaria, wychodzenie bardzo późno z pracy, piątkowe popołudnia przy piwie ze znajomymi i pożegnalne ciasta. Zwiedzanie pięknych miejsc, życie na własną rękę, radzenie sobie z problemami większymi i mniejszymi, tęsknota do... do ładnej pogody! Oj tak, o tym musimy porozmawiać. 
East Anglia, a już zwłaszcza Norfolk są rzekomo najbardziej suchymi regionami Anglii, jeśli nie całej Wielkiej Brytanii. Jednocześnie przez dwa miesiące mojego pobytu miałam maksymalnie dziesięć dni ładnej, ciepłej i słonecznej pogody. Do tej pory zastanawiam się jak żyją ludzie w innych regionach, przy ciągłych wariacjach pogodowych, deszczu i braku słońca. Ja tak nie potrafię i wydaje mi sie, że do UK będę przyjeżdżać jedynie jako turystka, bo żyć tutaj nie dam rady. 

Jednak bardzo mi się tu podobało, mentalność ludzi jest zupełnie inna. Idąc codziennie do pracy nie musiałam czekać pięciu minut na przejściu dla pieszych, samochody natychmiast się zatrzymywały. W Bordeaux, gdzie piesi przebiegają nawet na czerwonym, takie zachowanie jest rzadkością! 
Zachwyciły mnie również kolejki na przystankach autobusowych. Ludzie ustawiają się w kolejkę i grzecznie czekają aż wejdą do pojazdu. W moim mieście wszyscy się pchają, jakby autobus miał odjechać za trzy sekundy, kierowca zacząłby zamykać drzwi kiedy jedną nogą jest się jeszcze na zewnątrz... Paranoja! Bierzcie przykład z Brytyjczyków!
Brytyjki nie znają wstydu, w każdym razie tak to odebrałam. Kłuse spódniczki nawet w największy ziąb, obcisłe bluzeczki spod których wylewają się fałdki i boczki... Ja rozumiem, że każdy ma prawo ubierać się w to chce, ale można to robić ze smakiem. W każdym razie zdecydowanie się tam odkompleksiłam. Całkowicie. 

Zdjęcia z miasta znajdziecie w galeriach na blogu, jednak chciałabym zakończyć ten wpis kilkoma zdjęciami z miejsc, dla których kompletnie straciłam głowę! 
Przy okazji zapraszam na mój profil na Instagramie, na którym znajdziecie wiele zdjęć z Norwich! 


Różowy domek nad Wensum 

Uwielbiam budynki z czerwonej cegły! 


Elm Hill, średniowieczna uliczka w centrum Norwich

Norwich Cathedral


Norwich Riverside



Spędziłam tu dwa fantastyczne miesiące, jednak jestem bardzo szczęśliwa móc spowrotem być w moim ukochanym Bodeaux. Bardzo do niego tęskniłam, do słońca, do dobrego jedzenia (burgeryyy!), do koncertów i tego niesamowitego uczucia szczęścia jakie ogarnia moje serce za każdym razem kiedy spaceruję po starówce.

Mam nadzieję, że będę mieć więcej czasu na pisanie postów o Bordeaux, nawet jeśli już za chwilę wyjeżdżam w kolejne podróże po Francji, Belgii i... Polsce!

Dziękuję za przemiłe komentarze, wiadomości i miliony serduszek pod zdjęciami, jesteście cudowni! Tak trzymać! 




★ Facebook ★ Instagram ★ VSCO ★

You Might Also Like

0 komentarze

“Avec un bon compliment, je peux vivre deux mois.”
- Mark Twain

Cieszę się, że postanowiłeś skomentować ten wpis! Z góry dziękuję za każde miłe słowo i konstruktywną krytykę. Proszę tylko: szanuj innych komentujących. I na bogów - nie reklamuj się! To wcale mnie nie zachęca do kliknięcia.

Pozdrawiam!