Point Culture: z francuskiego punktu widzenia

09:55

Po skandalicznej wypowiedzi ministra Błaszczaka, a także po komentarzach moich znajomych – ludzi, o których myślałam, że potrafią samodzielnie myśleć, lecz jednak się przeliczyłam – poczułam potrzebę przedstawienia francuskiego punktu widzenia i wyjaśnienia. Temat nieco kontrowersyjny, więc jeśli nie lubisz debat politycznych nie masz tu czego szukać.

Kontekst:
Czternasty lipca 2016, francuskie święto państwowe, rocznica zburzenia Bastylii i początek rewolucji francuskiej. Dla Francuzów ważne, jednocześnie jest bardzo symboliczne. Co roku w miastach organizują parady francuskich służb, a wieczorami są pokazy sztucznych ognii. Jak co roku takie imprezy były zabezpieczone przez policję, ruch drogowy ograniczony, a już zwłaszcza w okolicach ścisłego centrum. 
Pojawił się jednak on, pochodzący z Tunezji mężczyzna i w swoim szaleństwie zabił niemal sto osób, a około dwustu ranił. 

Normalny człowiek analizuje fakty nim wyda osąd, ocenia dane, porównuje je z innymi źródłami i stara się być obiektywnym. Normalny człowiek, ponieważ (polscy) nacjonaliści i prawdziwi patrioci łapią tylko słowa klucze: facet z kraju arabskiego, Francja, zamach; i w bezczelny sposób dopisują swoją własną wersję wydarzeń tak jakby byli tam na miejscu i widzieli na własne oczy. Oczywiście zaraz się dowiadujemy, że stali za tym uchodźcy i ty, jako lewicowa kurwa ucierpisz najbardziej, kiedy zabiją ci kogoś bliskiego. Wtedy skończy się twoja tolerancja. A potem dostajesz link do wypowiedzi Kolonki albo obrazek nawołujący do "wybicia tego ścierwa", bo "Europa dla Europejczyków". Idąc tym tokiem myślenia - ziemia dla ziemniaków! 

Musicie wiedzieć, że Tunezja była przez wiele lat zależna politycznie od Francji. Nazywa się to protektorat, i był praktykowany przez ponad siedemdziesiąt lat na linii Tunezja-Francja. Choć ich stosunki nie były łatwe, w ostatnich latach przed odzyskaniem niepodległości przez Tunezję, Francja prowadziła negocjacje i ostatecznie zaaprobowała pierwszego ministra, a późniejszego prezydenta Habib Burgibę. Nie są to rzeczy, których uczą w szkołach w Polsce, wiem. Do programu niebawem wejdzie oddawanie hołdu żołnierzom wyklętym i analiza Smoleńska, ale to nie wasza wina... no - może trochę. 

Mężczyzna, który w barbarzyński sposób zabił tylu niewinnych ludzi nie był powiązany z żadną organizacją terrorystyczną, przynajmniej tyle wiemy jak na razie. Nie był zbytnio religijny, nie znaleźlibyście go w meczecie. Był jak cała masa innych francuskich Muzułmanów - pił, palił, lubił się bawić, jednocześnie wspominał od czasu do czasu o religii. Mam tego typu znajomych i będąc szczerą - patrzę na nich z przymrużeniem oka. Nazywasz siebie wyznawcą jakieś religii, ale nie przestrzegasz podstawowych zasad jakie ona narzuca? Dla mnie jesteś komikiem, a nie praktykantem. 
Mężczyzna, według jego ojca, nie był poczytalny. Czy mogłoby to jakoś usprawiedliwić ten atak? W obecnych czasach zapewne tak, jednakże nie on jeden był w to wmieszany i ciężko mówić o spontanicznym ataku, skoro testował swoją morderczą trasę na kilka dni przed tym incydentem. 
Mężczyzna ten mieszkał od dekady we Francji, być może uznał ją za swój dom, za ojczyznę (o tym nieco dalej), miał dzieci. Jest zupełnym przeciwieństwem religijnego świra z Państwa Islamskiego, które prawica posądza o wszystko zło na świecie. Motyw uchodźców w tym co przedstawiłam? Żaden? No właśnie. Tak to jest, kiedy nie analizuje się danych i kiedy łyka się propagandę z telewizji czy Internetu. 

facebook.com/galeria.mleczko
Wrócę teraz na moment do ojczyzny i tego jak postrzega to pojęcie osoba z dużym stażem za granicą (to już niemal dziesięć lat, zupełnie jak tamten Tunezyjczyk - też mam zacząć mordować?).
Niejednokrotnie już to słyszałam i czytałam na swój temat, zwłaszcza kiedy przedstawiałam swoje (jakże odmienne) zdanie na dany temat. Widziałam już: "ty lewacka kurwo", "zdradziłaś swój kraj","niech cię arabusy zgwałcą, wtedy z płaczem przyjdziesz do nas" i wiele innych. Ale ostatnio doszło coś nowego: "Polacy walczący za ojczyznę w grobach się przewracają widząc jakie bzdury wypisujesz" i "Jesteś imigrantem, bez francuskiego socjalu we Francji już dawno by cię nie było". Pojawiły się także zaproszenia do Polski, by przypomnieć mi, że to moja ojczyzna. Czas więc na sprostowanie:

Każdy ma swoją własną definicję ojczyzny. Idąc za SJP:


"Kraj, w którym się ktoś urodził, którego jest obywatelem lub z którym jest związany więzią narodową."

W Wikipedii jest zaś fragment:


"Pojęcie ojczyzny nie jest pojęciem prawnym i poczucie tożsamości czyjejś ojczyzny jako własnej przynależy wyłącznie do człowieka."

Postanowiłam podkreślić najważniejsze fragmenty, by łatwiej było to zrozumieć. Do tego dochodzi moja prywatna definicja tego pojęcia. Dla mnie ojczyzną jest miejsce gdzie pracuję, uczę się, żyję szczęśliwie i gdzie mogę swobodnie wyrażać swoje opinie. Póki co takim krajem dla mnie jest Francja, nie Polska. Dlatego to Francję traktuję jako swój dom, choć kto wie - może stąd wyjadę, może znajdę swoje szczęście w innym państwie? 

Komentarz o socjalu, bez którego by mnie tu nie było był co najmniej żałosny. Uczę się i pracuję, nie potrzebuję pomocy państwa by godnie żyć. Owszem, moi rodzice pobierają dodatek, zupełnie tak samo jak robili to w Polsce, gdyż mam jeszcze dwójkę rodzeństwa i nasza rodzina jest zaliczana do grona tych już większych. "Rodzinne" jest więc jedynym 'socjalem' jaki dostajemy od państwa. Pieprzenie farmazonów, że bez tego byśmy nie mieszkali we Francji jest śmieszne, zwłaszcza z ust osoby, która wyjechała z Francji by mieszkać w Polsce.

Nie, nie jestem patriotką. Nie utożsamiam się z jednym konkretnym krajem, wolę mówić o sobie jak o mieszance kultur żyjącej w mieszance narodowości. Dlatego nie zgadzam się na szerzenie stereotypów i wrzucania wszystkich do jednego worka.



★ Facebook ★ Instagram ★ VSCO ★


You Might Also Like

0 komentarze

“Avec un bon compliment, je peux vivre deux mois.”
- Mark Twain

Cieszę się, że postanowiłeś skomentować ten wpis! Z góry dziękuję za każde miłe słowo i konstruktywną krytykę. Proszę tylko: szanuj innych komentujących. I na bogów - nie reklamuj się! To wcale mnie nie zachęca do kliknięcia.

Pozdrawiam!