Voyage voyage: UK vs. France

20:37


Najbliższe kilka miesięcy spędzę w krainie deszczowców, chciałabym więc podzielić się z Wami moimi odczuciami i przemyśleniami na temat Wielkiej Brytanii. Przedstawię Wam również główne różnice jakie zdążyłam zauważyć jakie panują między tymi dwoma państwami.
Wpis subiektywny, to tylko moja prywatna opinia, macie prawo się z nią nie zgadzać! Zaczynajmy!




To już mój drugi raz w Wielkiej Brytanii, za pierwszym razem (to jest jakieś trzy lata temu) udało mi się zwiedzić kilka miast, między innymi Londyn. Tym razem spędzę tu więcej czasu i to tylko w jednym mieście (lub nie, jeśli uda mi się wynegocjować kilka dni wolnego). Jeśli ktoś śledzi moje poczynania na Instagramie ten wie, że wylądowałam w Norwich, w północno-wschodniej części kraju. Jestem tutaj w celach edukacyjnych i zostać tu zamierzam przez jeszcze jakiś czas. 

Mieszkam w sympatycznym miejscu, w budynku który niegdyś wliczał się w duży kompleks szpitalny. Blisko mam stąd i do centrum miasta, i do mojego miejsca pracy - UEA, wydział farmacji. Miasto jest małe i bardzo sympatyczne! Zupełnie inne niż moje ukochane Bordeaux. Zdążyłam już nieco pozwiedzać i pooglądać, chcę Wam przedstawić więc główne różnice jakie zauważyłam między Norwich a Bordeaux, lub bardziej ogólnie: między UK a Francją. 




__________ Wychodząc w piątek ze znajomymi na kolację zauważyłam ciekawe zjawisko: brak ludzi na ulicach. Być może to przez fakt, że Norwich to małe miasto, no ale jednak... Kiedy o dwudziestej trzeciej opuszczaliśmy lokal na mieście nie było nikogo, a w tym samym czasie Bordeaux budziło się do życia. Po moim pytaniu czy to normalne usłyszałam, że jak najbardziej i że miasto po prostu śpi. Moje zdziwienie nadal jest wielkie!

__________ Rzeczą, która będzie mnie bardzo irytować przez cały mój pobyt będzie na pewno fakt, że w Wielkiej Brytanii mają dziwne krany - zimna i ciepła woda są oddzielone. Musi się więc wybrać między oparzeniem albo odmrożeniem twarzy przy porannej toalecie. Dlaczego, powiedzcie mi dlaczego? 

__________ Anglicy są przesympatyczni i chętni do pomocy. Przynajmniej ci, których poznałam. Ciągnąc przez miasto swoją walizkę trafiłam na kilku osobników, którzy chętnie pomogliby mi dotrzeć do mieszkania. W pubie zaś każdy chciał (i to robił) postawić kolejkę, nie dał się przekonać, że sama mogę zapłacić. Liczy się gest! We Francji robi się to na zasadzie "najpierw ty, potem ja, żebym nie był ci nic winny". 

__________ Transport publiczny jest koszmarnie drogi! Nie byłam gotowa na taki szok. No bo w Bordeaux bilet, którym można w ciągu godziny objechać całe miasto wszystkimi autobusami, tramwajami i promami na rzece kosztuje 1,50 euro. Tutaj, za przejechanie kilku przystanków od mojego miejsca zamieszkania aż na uniwersytet zapłaciłam 2,20 funtów. W jedną stronę! Po wydaniu pięciu funtów jedego dnia stwierdziłam, że przez resztę pobytu będę zwiedzać miasto z buta, a i do pracy poranny spacerek mi nie zaszkodzi (nie jestem sknerą, tylko biedną studentką :) ).

__________ Wszyscy jedzą tu chipsy. Lubię też czasem chrupnąć, w końcu to tylko chipsy. Ale widząc jak ktoś zjada je na drugie i trzecie śniadanie, dopycha się nimi po lunchu i jeszcze zagryza nimi piwo stwierdziłam, że jest coś nie tak. Nawet małe dzieci je jedzą! Trudno się potem dziwić, kiedy mówi się o otyłości wśród najmłodszych - przy takim trybie życia... 




Może i trochę narzekam, ale to nie zmienia faktu, że podoba mi się tutaj! To zapewne nie ostatni wpis na brytyjskiej ziemi o tym ciekawym miejscu. Póki co polecam Wam śledzenie mnie na Instagramie i VSCO, gdzie wrzucam na bieżąco zdjęcia z Norwich!







★ Facebook ★ Instagram ★ VSCO ★


You Might Also Like

2 komentarze

  1. Ciekawy artykuł ! Sama mieszkam we Francji i bardzo chciałabym zobaczyć Anglię. Może w przyszłym roku ? Tak czy inaczej, z moich obserwacji wynika, że w naszych francuskich stronach też istnieje wiele miast i miasteczek, które są martwe po 18, a ludzie wcinają naprawdę dużo chipsów ;) Jeśli w okolicach Bordeaux jest lepiej, to masz szczęście ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bordeaux żyje wiecznie, niezależnie od pory dnia czy nocy. Dużo ludzi dba tu o kondycję, zawsze widać kogoś biegającego na deptaku. W Norwich jest to rzadkością, a i ludzie są jacyś bardziej okrągli... :)

      Usuń

“Avec un bon compliment, je peux vivre deux mois.”
- Mark Twain

Cieszę się, że postanowiłeś skomentować ten wpis! Z góry dziękuję za każde miłe słowo i konstruktywną krytykę. Proszę tylko: szanuj innych komentujących. I na bogów - nie reklamuj się! To wcale mnie nie zachęca do kliknięcia.

Pozdrawiam!