Rêver l'(im)possible

14:11

Każdy z nas ma marzenia, które niekoniecznie są możliwe do zrealizowania, dlatego bardzo się cieszymy, kiedy jednak dochodządo skutku. Wczoraj jedno z moich marzeń się spełniło i pragnę podzielić się wrażeniami z całym światem. Ale od początku...


_______________________________________________________________


Miłość do Deep Purple przychodziła stopniowo, ojciec co weekend serwował wszystkim domownikom (i sąsiadom) darmowy koncert jego ulubionej grupy. Prekursorzy hard rocka wyryli się na kartach historii charakterystycznym brzmieniem i genialnymi utworami. Nic dziwnego, że kiedy pojawiła się informacja o ich koncercie w moim mieście bardzo się cieszyłam. Uśmiech na twarzy wywoływały również winyle Deep Purple, które dotarły do mnie z Polski. Niestety - bilety były relatywnie drogie, a studenckie życie kosztuje, te wszystkie pomoce naukowe, perspektywa zagranicznego stażu... trzeba było odmówić sobie tej przyjemności. 

Jakieś dwa czy trzy tygodnie temu z ciekawości sprawdziliśmy czy są jeszcze jakieś wolne miejsca. Były. Po chwili wahania doszliśmy do wniosku, że druga taka okazja może nam się już nie trafić - w końcu członkowie Deep Purple nie są już wcale tacy młodzi. Wobec takiego argumentu nie można pozostać obojętnym. I muszę powiedzieć, że miałabym czego żałować gdyby mnie tam nie było. 

Koncert był fantastyczny! Trafiliśmy na świetne miejsca z idealnym wręcz widokiem na scenę. Ian Gillan był w niesamowitej formie, panowie dawali czadu! Koncert Iron Maiden sprzed roku przy ich wyczynach był nieporównywalny. Muzyczno-wokalny dialog pomiędzy wokalistą a Stevem Morse wywołał lawinę oklasków, jednak wszyscy byli zachwyceni zdolnościami Dona Airey (w końcu to wirtuoz organów Hammonda, które nadały Deep Purple to charakterystyczne brzmienie) - jego solówka była nie z tej ziemi!

Na jeszcze większy szacunek zasługiwał Ian Paice. Jedyny stały członek Deep Purple dał popis swoich możliwości i zapodał nam najwspanialsze solo na perkusji jakie kiedykolwiek słyszałam. Coś trochę jak Moby Dick Bonhama z Led Zeppelin (tylko bez łamania pałeczek). W pewnym momencie światła zgasły, a Paice wziął inne pałeczki - z kolorowymi diodami - i na scenie widać było tylko te światełka! Pod koniec tego niesamowitego występu oklaskom nie było końca.

Oczywiście zagrali swoje największe przeboje, a Smoke on the Water śpiewała cała hala. To był zdecydowanie jeden z najpiękniejszych wieczorów tego roku i zostanie na długo w pamięci.
Zabrakło tylko mojego ulubionego utworu Deep Purple, ale to nic - wrzucę go tutaj!
Marzenia się spełniają, trzeba czasem trochę im pomóc.





__________________________________________


Znajdź mnie na Facebooku: C'est la vie !







You Might Also Like

0 komentarze

“Avec un bon compliment, je peux vivre deux mois.”
- Mark Twain

Cieszę się, że postanowiłeś skomentować ten wpis! Z góry dziękuję za każde miłe słowo i konstruktywną krytykę. Proszę tylko: szanuj innych komentujących. I na bogów - nie reklamuj się! To wcale mnie nie zachęca do kliknięcia.

Pozdrawiam!