Le café du matin


Stojąc przy oknie z poranną kawą i oglądając błękitne niebo, sunące gładko samoloty w oddali i słysząc jak w niedzielny poranek moja okolica budzi się do życia przez głowę przeleciała mi myśl – a czemu by o tym nie pisać? Czemu nie pokazać mojego pięknego miasta, nie mówić jakie cuda można tu spotkać, jakie wspaniałe chwile tu już przeżyłam?



Kawa jeszcze nie skończona, wystygła i gorzka, a ja siedzę z oczami jak pięciozłotówi i piszę. Może coś z tego pisania mi wyjdzie…
Na sam początek – poznajmy się lepiej:


  • Jestem Karolina, choć Francuzi zdrabniają do Karo, ponieważ nie znoszę francuskiego odpowiednika Caroline. Jestem na tyle bezczelna, że poprawiam lekarzy piszących recepty, nowo poznanych ludzi, nauczycieli itp. Ze względu na moje nazwisko, moi znajomi Polacy mówią mi mirabel.
  • We Francji mieszkam już od sześciu lat, cały czas w tym samym, pięknym mieście – Bordeaux, które uwielbiam nad wszystko. Język francuski przyszedł nadwyraz szybko i łatwo, choć szczerze powiedziawszy… nie lubię go! Ale kiedy wpadniesz między wrony musisz krakać jak one. 
  • Jestem studenką! Właściwie… nie wiem jak to poprawnie przetłumaczyć, zatrzymajmy się na tym, że po dwóch nadchodzących latach nauki będę mogła oficjalnie nazywać się technikiem chemii. Ku pamięci polsko-francuskiej koalicji Curie. 

Potraktujmy ten piewrszy post jako wstęp do wspaniałej przygody, zarówno dla mnie jak i dla państwa (mam taką nadzieję oczywiście).
A na tę chwilę życzę mym nowym czytelnikom miłej niedzieli.